Wszystko się przyda, nawet… śmieci?

Przygotowujemy plac budowy. I odkrywamy, że pojęcie śmieci jest bardzo względne.

Trochę ostatnio było tu cicho, ale to nie znaczy, że nic się nie działo. Wręcz przeciwnie. Wiecie, jak to jest – jest robota, nie ma czasu na pisanie. W tym czasie przemyśleliśmy kilka rzeczy, pojawiło się kilka refleksji… Jest jeszcze za wcześniej, by dzielić się wszystkimi, więc dziś będzie jeszcze raz o tym, o czym pisałam już trochę w notce Recykling fajny jest. Znajdzie się też kilka zdań o tym, co tam aktualnie u nas.

Obecnie pracujemy co sobotę. Nie jest to jeszcze budowa sensu stricte, ale jeśli chcecie wpaść nam pomóc (coś do zrobienia zawsze się znajdzie), zapraszamy 🙂 I od razu chcemy podziękować A., D. i P., że wpadli nas odwiedzić w ostatni weekend – dzięki Wam poszło to wszystko trochę szybciej.

Mamy już studnię i pompę (z odzysku). Nie zdążyliśmy zrobić jej zdjęcia, może następnym razem. Tymczasem tylko dowód na to, że zwierciadło wód gruntowych mamy naprawdę nie za głęboko pod powierzchnią.

Sztab stoi na działce już od miesiąca. Mimo że od tygodnia mamy skrzynkę prądową nie możemy z niej korzystać. Jest trochę absurdalnie – nie mamy prądu, bo to prąd do domu, nie na plac budowy, więc bez specjalnej umowy nie możemy z niej skorzystać. Nowa umowa to kolejne tygodnie. PGE nie potrafi odpowiedzieć, dlaczego ten prąd jest inny, ani po co nam ta skrzynka już teraz, skoro jeszcze nie dostarczyli prądu na budowę.

Na razie darowaliśmy sobie zdzieranie pięciu warstw farby ręcznie i czekamy, aż będzie można wszystko sensownie (a przede wszystkim szybciej) zeszlifować. W tym czasie zabraliśmy się za budowanie tymczasowej toalety.

Młody mężczyzna znaleziony na portalu z lokalnymi ogłoszeniami, od którego wzięliśmy deski, powiedział:

Sprzedaję, bo nie lubię, gdy coś się marnuje. Żona była zdziwiona, ile jest na nie chętnych.

A mógł je po prostu, jak większość, dla których to zwykłe śmieci, wyrzucić. Fajnie, że coraz więcej osób nie chce bez sensu wypełniać wysypisk rzeczami, które komuś się jeszcze przydadzą.

kupa desek

Nie pamiętam już, czy wspominałam, ale wcześniej za darmo od sąsiada dostaliśmy osiem betonowych bloczków i nieużywaną małą umywalkę. Do odebrania czeka jeszcze jakiś stary piecyk. Jemu to już wszystko niepotrzebne. No dobra, nie za darmo – za skromny kawałek ciasta w ramach podziękowania.

Podziękować w tym miejscu muszę jeszcze komuś, a mianowicie mojemu tacie. Przez całe życie zbierał różne narzędzia, maszynki, młotki, gwoździe, kłódki, śrubki i inne. Wszystko – bo się przyda. Dosłownie jak w wierszu Wisławy Szymborskiej Męskie gospodarstwo.

Nie ma rzeczy, co nigdy na nic się nie przydaje.
Świdry, młotki, obcęgi, dłutka, tygle i fiolki,
kłęby sznurków i sprężyn, i druty od parasolki,
powyciskane tubki, pozasychane kleje,
słoiki duże, małe, w których coś tam mętnieje (…).

Bez tego „gospodarstwa” teraz byłoby ciężej.

W ramach recyklingu niedługo wykorzystamy nawet śmieci – cegły, które sąsiad (lecz nie ten wspomniany powyżej) podrzucił nam kilka miesięcy temu na działkę, bo nie chciało mu się zamawiać kontenera. Posłużą zapewne do wyznaczenia miejsca na ognisko.

gruz budowlany

Aktualizacja z 18.08.2020: Po czterech latach z dumą możemy przyznać, że ze „śmieci” zrobiliśmy nie tylko wychodek, ale też kompostownik i szklarnię. W planach mamy jeszcze parę rzeczy, więc to z pewnością nie koniec!

Oznacz Trwały odnośnik.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.