Pierwsza uprawa warzyw w kostkach słomy

Czy uprawa warzyw w kostkach słomy jest tak prosta i niewymagająca pracy, jak piszą? Jak nam poszła? Na pierwszy ogień: ziemniaki i pomidory koktajlowe.

Roślin uprawianych w kostce słomy nie trzeba pielić. Słoma nieźle trzyma też wodę, więc nie trzeba ich zbyt często podlewać – zachwalają słomiani ogrodnicy. Uprawa warzyw w kostce słomy jest po prostu idealna dla osób, które mają problemy z kręgosłupem i nie mogą się schylać.

Ile w tym wszystkim prawdy? Choć z naszymi kręgosłupami nie jest jeszcze tak źle, mieliśmy trochę nienadającej się do budowy słomy i postanowiliśmy to sprawdzić.

Uprawa warzyw w kostkach słomy pod Siedmioma wierzbami

Do ogrodu przeznaczyliśmy kostki, które odrzuciliśmy przy słomowaniu, czyli wznoszeniu ścianek ze słomy. Zwykle miały w sobie domieszki siana, a pojedyncze podczas wcześniejszego przechowywania lub transportu miejscami zwilgotniały.

Mieliśmy ich 14. Pięć z nich przeznaczyliśmy na ziemniaki, dziewięć – na pomidorki koktajlowe. Na każdej kostce posadziliśmy dwie rośliny, w wypadku pomidorów było to po jednym krzaczku żółtych i jednym czerwonych. Dzięki temu mogliśmy porównać, jak radziły sobie w słomie obie odmiany psiankowatych, niezależnie od tego, co działo się z konkretną kostką.

Paczki słomy ustawiliśmy w ogrodzie w pierwszym tygodniu kwietnia. W połowie miesiąca, gdy zaczęły kwitnąć mniszki lekarskie, wsadziliśmy do nich ziemniaki, w drugiej połowie maja zaś, po ostatnich przymrozkach, które w tym roku przyszły wyjątkowo jeszcze 21–23 maja – pomidory koktajlowe. Tak ogólnie rysowała się w 2020 roku nasza uprawa warzyw w kostkach słomy. Niżej prezentujemy kilka wniosków z niej płynących.

uprawa warzyw w kostkach słomy - przygotowanie

Słoma jako rolniczy odpad

Po żniwach na polu zostaje dużo słomy. Dla rolnika w dużej części to po prostu odpad. Nawet jeśli hoduje zwierzęta i część kostek czy bel wykorzystuje, ma jej zwykle za dużo.

Budowa domów z kostek słomy ma swój sens nie tylko ze względu na wykorzystanie czegoś niepotrzebnego i w związku z tym względnie niskie koszty materiału. Słomiane domy są również energooszczędne – jeśli ściana jest odpowiednio gruba i zadbano również o inne przegrody, nie tylko ściany, ale temu poświęciliśmy już wcześniej wiele innych artykułów, do których lektury oczywiście zachęcamy.

Jednak nie wszystkie kostki słomy nadają do budowy. Aby tak ją wykorzystać, kostka słoma musi być dobra, niemal idealna. Gdy nie ma pożądanych cech (albo po prostu, gdy nic nie budujemy), wykorzystanie jej w ogródku to ciekawa i godna rozważenia alternatywa.

Uprawa warzyw w kostkach wymaga dużo podlewania

Kostkowana słoma jest sucha i by nadawała się do uprawy w niej czegokolwiek, trzeba ją mocno nawodnić. I tej wody potrzeba naprawdę sporo.

Przez pierwszy tydzień, by słoma w ogóle zaczęła się przerabiać, każdą kostką podlewaliśmy codziennie 10 litrami wody. Pomnóżcie to przez 14 kostek, przez co najmniej 7 dni – wychodzi niemal 1 m3.

Gdybyśmy nie mieli studni, a jedynie wodę miejską, zaczęlibyśmy w tym momencie powątpiewać w sens uprawy warzyw w kostkach słomy zamiast zwyczajnie – w gruncie bądź szklarni. Oczywiście, jeśli przeliczyć tę ilość na pieniądze, nie będzie to majątek, ale – jakby nie było – to dużo podlewania. Za dużo wylanej wody, jeszcze zanim cokolwiek zacznie w tej słomie rosnąć. I chyba też za dużo jak na czasy suszy, gdy jednak wodę powinniśmy nauczyć się oszczędzać.

Potrzeba również sporo nawozu

Sama woda niestety też nie wystarczy. Wylana na słomę nie zapewni jeszcze wraz z nią odpowiednich warunków do wzrostu roślinom. Potrzebne są jeszcze składniki odżywcze.

Powszechnie stosowanym rozwiązaniem jest nawóz. Zapewne można dostać na rynku taki o odpowiednich proporcjach azotu, fosforu, potasu, wapnia, magnezu i siarki, prawdopodobnie nawet organiczny, ale nie za bardzo mieliśmy czas go szukać. Postawiliśmy na tzw. herbatę kompostową, czyli – w uproszczeniu – płyn uzyskany po zalaniu kompostu.

Takim płynnym nawozem podlewaliśmy słomę przez kolejnych kilka dni i… chyba niewiele to dało. Być może zastosowaliśmy go za mało, być może jednak rady znalezione w internecie, kiedy rozpocząć nawożenie i jak długo ma ono trwać, nie były dobre na nasze warunki. W każdym razie rośliny nie imponowały ani wzrostem, ani plonami. O tych drugich więcej za chwilę, na razie zostańmy jeszcze chwilę przy składnikach odżywczych.

Obowiązkowy kompost

Wątłych korzonków małych sadzonek pomidorów nie wsadziliśmy po prostu do kostki słomy. Żeby dać im stabilne podłoże, a jednocześnie minerały do wzrostu, pomiędzy źdźbła wsypaliśmy ziemię kompostową. Dopiero na tak przygotowane „grządki” wysadziliśmy rośliny. Tak samo urządziliśmy miejsce pod ziemniaki. I czekaliśmy, co dalej.

Zbędne pielenie, ale znów podlewanie

Uprawa warzyw w kostkach słomy w zasadzie nie wymaga pielenia – to niewątpliwa zaleta tej metody. Jedynie co jakiś czas trzeba wyrwać jakąś roślinkę, która chciałaby wyrosnąć w tej małej kupce ziemi, którą nasypaliśmy do słomy wokół naszej uprawy. Jednak niewiele więcej pielenia wymaga zwykle również nasza szklarnia. Zwykłe grządki w gruncie to oczywiście o wiele więcej odchwaszczania.

Kostki słomy – w odróżnieniu od dwóch pozostałych sposobów uprawy warzyw – ze względu na to pielenie poleca się zwłaszcza osobom mającym problemy z kręgosłupem. Nie muszą pielić, nie muszą się schylać. Nie wspomina się jednak, że muszą za to o wiele częściej biegać z konewką czy wężem ogrodowym, by odpowiednio nawilżyć słomę. W nawet nie najsuchsze tegoroczne lato kostki dość oddawały wilgoć powietrzu i musieliśmy je często podlewać, przynajmniej dwa razy w tygodniu.

Dodatkowa rola kostek słomy

Oprócz głównego zadania wyznaczyliśmy słomie jeszcze jedno poboczne: kostki miały zasłonić inne uprawy przed napływami zimniejszego przygruntowego powietrza.

W 2020 roku przymrozki przyszły jeszcze po 20 maja, dość wyjątkowo jak na naszą strefę klimatyczną. Wydawało się, że pierwszej nocy słoma uchroniła część cukinii, dyń i ogórków. Niestety nie była w stanie stawić czoła chwilowym ujemnym temperaturom w dwie kolejne noce i wszystkie młode sadzonki padły.

Nie zraziło nas to. Aczkolwiek kolejne miesiące pokazały, że kostki słomy ogólnie nie zapewniły wystarczającej bariery roślinom ciepłolubnym, takim jak bakłażan, papryka czy pomidory, które posadziliśmy pomiędzy kostkami. Wszystkie rosły marnie.

Plony z kostek słomy

O plonach ziemniaków trudno cokolwiek powiedzieć, bo ich po prostu nie było. Wpierw rośliny nadwyrężyły wspomniane późnomajowe przymrozki (mimo że ziemniaki rosły 40 cm nad ziemią). Ale przetrwały i gdy już się cieszyliśmy, nadleciała stonka ziemniaczana.

Zbieranie z roślin osobników niewiele pomogło. Nie za bardzo pocieszała też myśl, że w tym roku żuczek z Kolorado szalał nie tylko u nas – że po prostu to był dla niego dobry rok. Przez niego o ziemniakach uprawianych w słomie możemy powiedzieć tylko tyle, że gdyby nie pech ze stonką, to być może by się udało.

Co innego, jeśli mowa o pomidorkach koktajlowych. Tutaj zbiory były niczego sobie. Warto jednak odnotować, że krzaczki czerwonych radziły sobie dużo lepiej niż żółtych. Jednak oba i tak rosły dużo lepiej gdzie indziej – w szklarni: czerwony w gruncie, a żółte w doniczkach.

pomidory w kostkach słomy

Uprawa warzyw w kostkach słomy – czy spróbujemy raz jeszcze?

Może, jeśli będziemy mieć zbędne, niedające się do budowy kostki słomy. Choć niektórzy po jednym sezonie odwracają kostki i w kolejnym wykorzystują je raz jeszcze, u nas to się nie uda. Po paru miesiącach na zewnątrz kostki w zasadzie się rozpadły i nadają się już tylko na kompost, gdzie dokończą się przerabiać. Do kolejnych upraw musielibyśmy pozyskać nowe.

Tymczasem kupowanie od sąsiada nowych kostek pod uprawę, nawet za 3 zł za sztukę, wydaje się nam niepotrzebnym wydatkiem, zwłaszcza jeśli większe plony możemy osiągnąć na zwyczajnych grządkach czy wręcz w doniczkach. Przynajmniej w wypadku pomidorów.  O ziemniakach po tym roku trudno nam cokolwiek powiedzieć. Kusi, by spróbować raz jeszcze, ale te bulwy są tak tanie, że ich uprawa na skromny, własny użytek – czy to w gruncie, czy w kostkach słomy – jest nieopłacalna. Trochę szkoda wysiłku i czasu. Może spróbujemy za to jeszcze z ziołami?

Ciekawy artykuł? Polub Siedem wierzb na Facebooku lub dołącz do naszego newslettera. Dzięki temu nie przegapisz następnych wpisów.

Oznacz Trwały odnośnik.

3 komentarze

  1. Należy wykopać bruzdę na pół metra udeptać słomę najlepiej jesienią przykryć ziemią ( jeszcze lepiej jeżeli jest to słoma spod bydła) na wiosnę po przegniciu siejemy ogórki słoma przegnita grzeje od spodu i ogórki szybciej rosną .Stary sprawdzony przepis.

  2. Słoma w żadnym wypadku nie jest dla rolnika nie potrzebnym odpadem. Myślą tak jedynie osoby bez elementarnej wiedzy. Sieczka słomiana pozostawiona na polu i wspomożona nie duża ilością nawozu zamienia się w niezwykle cenną dla każdej uprawy próchnicę. Zmniejsza się dzięki temu dawki nawozów mineralnych pod daną uprawę. Proszę nie pisać takich bzdur:
    “Słoma jako rolniczy odpad
    Po żniwach na polu zostaje dużo słomy. Dla rolnika w dużej części to po prostu odpad. Nawet jeśli hoduje zwierzęta i część kostek czy bel wykorzystuje, ma jej zwykle za dużo.” Próchnicy na polu nigdy za dużo

    • Patrzy Pani bardzo wąsko, może tylko na podstawie swoich dość ograniczonych doświadczeń (proszę się nie obrażać, jesteśmy tylko jednostkami, każdy ma ograniczoną perspektywę – tylko niektórzy zdają sobie z tego sprawę). Szkoda przy tym, że inne rzeczywiste sytuacje określa bzdurami. Są rolnicy, którzy mają za dużo słomy jak na swoje potrzeby i dla nich jest w pewnym momencie „odpadem”, chcą się jej pozbyć. Gdyby tak nie było, to by się nie ogłaszali ze sprzedażą i jej nie sprzedawali.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.