Technologia strawbale – słomowanie: Jak dobrze budować?

Podczas budowy domu z kostek słomy (a zwłaszcza słomowania) trzeba pamiętać o kilku rzeczach, dzięki którym technologia strawbale sprawdzi się w polskim klimacie.

Pisaliśmy już ogólnie, czym jest technologia strawbale (a może poprawniej – straw bale?), a czym słomowanie. Pora przyjrzeć się, jak dokładnie wygląda budowanie z kostek słomy.

Na początku jest słoma. Nie powinna być posiekana, źdźbła powinny być długie i grube, nie powinny być poprzeplatane sianem ani chwastami. Kostki słomy powinny być już dobrze zbite przez kostkarkę, bezpośrednio na polu. To tak w skrócie. Szczegółowe omówienie cech dobrej słomy do budowy domu znajdziecie pod powyższym linkiem.

Nie zawsze jednak udaje się dostać takie kostki słomy, jakbyśmy chcieli – niektórzy rolnicy wolą krótkie, mierzące około 60 centymetrów i lekkie, bo takie lepiej im potem w stodole przerzucać. Inni zbijają solidnie, lecz przy okazji maszyna zbiera niemało chwastów czy też nie oddziela kłosów ani nie wymłóci ich dobrze, by pozbyć się ziarna. Na to ciężko cokolwiek poradzić, jednak ze zbyt małą kompresją kostki już można coś zrobić.

Wstępna kompresja kostek słomy na budowie

Jeśli słomy nie udało się skompresować dobrze na polu, na budowie przyda się kompresor. Nasz wyglądał tak:

kompresor do kostek słomy

Na spodzie jedna ogromna belka (z odzysku z innej budowy), przymocowany do niej łańcuch i wbity w nią solidny gwóźdź, by przytrzymać górną żerdź. Ta przymocowana na dolnej belki wygiętym ręcznie, przykręconym solidnymi śrubami stalowym płaskownikiem. Do tego wszystkiego drewniana podstawka na kostki i podobne wsparcie z desek na żerdzi.

Kompresor sprawdza się, gdy kostki są mało zbite i trochę za długie do budowanej właśnie ściany. Gdy ich wyjściowa kompresja była porządna, ta machina nie będzie potrzebna. Czasem za to z pewnością przyda się inne narzędzie.

Drugie narzędzie do zmniejszania kostek słomy

Jeśli mamy dobrze zbite kostki, lecz potrzebne nam są trochę mniejsze, przyda się… igła. Jest dość nietypowa, więc w sklepach raczej jej nie dostaniecie. Najprościej zrobić ją samemu. Potrzebny jest długi, metrowy pręt. Jeden z jego końców ostrzymy i trochę poniżej niego robimy dwa wgłębienia na sznurki.

Nasza igła swoje się już naprzeszywała i, co tu ukrywać, nieźle się wygięła. Po sezonie wciąż nam służy, choć prezentuje się tak:

igła do przeszywania kostek słomy

Przeszywanie kostek słomy

Jak jej używać? Przewiązujemy w nacięciach końcówki dwóch sznurków – nie za mocno, bo za chwilę będziemy to rozwiązywać, ale i nie za słabo, by sznurek nie spadł przy przebijaniu kostki. Odmierzamy z kostki mniej więcej tyle, ile potrzebujemy.

Czy mniej, czy więcej, zależy od tego, jak zbita jest kostka. Jeśli dość słabo, zapewne ściśniemy ją mocniej, więc gdy potrzebujemy na przykład 30 centymetrów, lepiej odmierzyć trochę więcej; jeśli mocno – trochę mniej, bo poluzowaniu sznurków słoma się rozejdzie.

W wybrane miejsce przy jednym z oryginalnych sznurków wbijamy igłę i przekłuwamy ją na drugą stronę – na tyle by móc zdjąć z niej sznurki. Wiążemy jednym z nich nowy pakiet. Ważna sprawa: za każdym razem igłę należy przebijać tak, by zawiązane na niej sznurki się nie krzyżowały.

Jeśli przeszywamy kostkę na dwie nowe, zawiązujemy też od razu drugi sznurek. Jeśli dzielimy słomę na trzy czy cztery części, drugi sznurek tylko przeplatamy, wyjmujemy igłę, sznurek znów zawiązujemy na igle, dowiązujemy kolejny i czynność powtarzamy – aż podzielimy kostkę na tyle części, na ile chcemy.

Sposób na przyśpieszenie przeszywania

Potem można wszystko powtórzyć przy drugim oryginalnym sznurku kostki albo skorzystać z wymagającej trochę wprawy, acz summa summarum zajmującej mniej czasu metody.

Po przeszyciu kostki wzdłuż jednego oryginalnego sznurka rozcinamy oba oryginalne wiązania. Połowa słomy trzyma się razem, druga trochę się rozejdzie. Szybko oddzielamy od siebie wszystkie pakiety i każdy z osobna w odpowiednim miejscu wiążemy drugim sznurkiem. Dzięki temu, w przeciwieństwie do przeszywania kostki za pomocą igły wzdłuż drugiego oryginalnego wiązania, unikniemy wyciągania i układania długich źdźbeł słomy, które po przeszyciu mogą znaleźć się w dwóch pakietach.

Technologia strawbale – najlepsze rozmiary kostek

Poświęciliśmy spory fragment tego artykułu kompresowaniu i przeszywaniu kostek, gdyż w technologii strawbale rozmiar jednak ma znaczenie. Aby było jasne, o którym rozmiarze mówimy, mała poglądowa grafika:

wymiary kostki słomy

Szerokość to wymiar stały – 50 centymetrów. O nim opowiemy innym razem, gdy będzie coś o grubości ścian w naturalnym domu i wnękach, które dzięki temu można sobie stworzyć.

Przy słomowaniu kluczowe są długość i wysokość. Przy wyborze kostki do danego fragmentu ściany kierujemy się długością. Na Mazowszu rozstrzał mieliśmy spory, wynosiła ona 60­–90 centymetrów. A ponieważ słupy naszej konstrukcji drewnianej nie były rozstawione równomiernie – odległość między nimi czasem wynosiła 75, a czasem 90, dość nam to odpowiadało. Do danej ściany kostkę wybieraliśmy zawsze o 5–10 cm dłuższą niż odległość między słupami.

Wysokość kostek słomy waha się od 30 do 40 centymetrów. U nas przeważały te 35-centymetrowe, nie tak mało mieliśmy też 40-centymetrowych. W ściankę o wysokości 235 centymetrów wchodziło zwykle osiem kostek. Jeśli wstępnie były bardzo mocno skompresowane, zdarzało się i siedem, ale bywało i tak, że wpakować musieliśmy aż dziewięć. Oczywiście nie wszystkie naraz.

Ułożenie słomy przed kolejną kompresją

Na odpowiednio przygotowane podłoże (np. keramzyt czy płyta OSB-3 – klejona żywicami, do których produkcji nie użyto formaldehydu), pomiędzy dwa słupy konstrukcji drewnianej jednorzędowej układaliśmy cztery kostki słomy. Warto w tym miejscu przypomnieć, że podstawa ściany ze słomy i jej odpowiednia wentylacja są naprawdę ważne w technologii straw bale, dlatego poświęciliśmy temu zagadnieniu osobny artykuł, który znajdziecie pod powyższym linkiem. Tutaj tymczasem lecimy dalej.

Na ułożone na dobrym podłożu kostki słomy kładliśmy dwie łaty 4 × 5 cm – po jednej i po drugiej stronie słupa, dosunięte do nich. Ich długość łaty równała się sumie odległości pomiędzy słupami i grubości jednego słupa. Dzięki temu każda sięgała maksymalnie do połowy słupa i nie nachodziła na te z sąsiedniej ścianki. Na tym lądowały tzw. krzesełka – siodełka.

krzesełka do kompresji słomy - technologia strawbale
Samodzielnie zrobione krzesełka (siodełka?) do kompresji słomy. Technologia strawbale to mnóstwo twórczej zabawy z narzędziami!

Słomowanie, czyli trzecia kompresja kostek słomy

Na tym etapie do kompresji wykorzystywaliśmy podnośniki do jeepa. Od góry opieraliśmy je albo o oczep, jak na zdjęciu poniżej, albo o dokręcane jakieś 20 centymetrów powyżej krzesełka. Doświadczenie pokazało, że jedna para łat w tym miejscu nie zawsze dawała radę, zwłaszcza przy mocnej kompresji. Drewno pękało przy wkrętach bądź na sękach. Sprawdzało się natomiast dokręcanie dwóch par łat (dwie łaty – jedna nad drugą – z każdej strony). Nie korzystaliśmy często z tej metody, gdyż mieliśmy opory przed nadmiernym dziurawieniem słupów.

technologia strawbale - kompresja kostek
Słomowanie: kostki na razie tylko ułożone pomiędzy pomiędzy słupami, zaraz zacznie się ich kompresja. Jak widać, technologia strawbale to nic skomplikowanego

Gdy kostki były już zbite (najlepiej to sprawdzić poprzez walnięcie w nie ręką, gdy dźwięczą, jest dobrze), przykręcaliśmy łaty pod krzesełkami i wszystko znad nich zdejmowaliśmy. Jeśli wyżej były przykręcone łaty, odkręcaliśmy je. Dokładaliśmy kolejne trzy kostki, kładliśmy łaty, krzesełka, podnośniki… Zwykle w tym momencie korzystaliśmy ze słabszych lewarków trapezowych, gdyż jeepowe podnośniki nie mieściły się od razu pod oczepem. Gdy zrobiło się już na nie miejsce, blokowaliśmy słomę nimi i odkręcaliśmy dolne łaty, by cała ścianka kompresowała się razem, a siły rozkładały równomiernie po całości. Kompresowaliśmy dalej, dokręcaliśmy górne łaty, dokładaliśmy jeszcze jedną kostkę i odkręcaliśmy łaty. Ścianka pracowała sobie potem sama przez jakiś czas, łaty dokręcaliśmy po kilku dniach, tygodniu lub jeszcze później – przed trymowaniem słomy i tynkowaniem.

W naszym warunkach, przy najczęściej dostępnych u rolnikach nie za mocno ściśniętych kostkach, nie warto rezygnować z dodatkowego dociśnięcia. Kompresja kostek słomy w ścianie wynosiła u nas 15–25%, czyli niemało. Na poniższym zdjęciu zobaczyć możecie, ile mierzą sobie cztery kostki przed kompresją w ścianie (po lewej i po środku) i po niej (po prawej). W tym przypadku wyniosła ona aż blisko jedną czwartą.

technologia strawbale - kostki po kompresji
Technologia strawbale: kostki słomy po kolejnej kompresji – w ścianie, w trakcie jej wznoszenia

Zbyt słaba ściana

Tych kilkunastu procent dodatkowej kompresji ściany naprawdę nie warto lekceważyć. Mało skompresowana ścianka będzie niestabilna i łatwo ją będzie „zdmuchnąć”, jak w bajce o trzech świnkach. Niestety technologia strawbale ciągle musi się z nią mierzyć, (rozprawiamy się z tym mitem w artykule o faktach i mitach związanych z budową domu ze słomy i gliny). Kompresujcie solidnie, by wilk pozostał tylko legendą!

Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy sami nie sprawdzili wszystkiego. Oto słabo skompresowana ścianka. Zobaczcie, co się z nią stało.

Kiedy zakończyć kompresję?

Czy zawsze im mocniej, tym lepiej? Im mocniej, tym ściana solidniejsza. Ale czy też tym cieplej?

Analiza wielu badań współczynników przewodzenia i przenikania ciepła kostki słomy nie wskazała bezpośredniej ich zależności od gęstości słomy. Ale jakaś jest. Kostki słomy, by spełniały się w budownictwie, muszą mieć gęstość wynoszącą minimum 60 kg/m3. Górna granica to 150 kg/m3. Optymalną izolację termiczną gwarantują jednak trochę luźniejsze, przeciętne – o gęstości ok. 80–110 kg/m3. Więcej o tym, jak ciepła jest kostka słomy i jak wypada na tle innych materiałów budowlanych, przeczytać możecie po kliknięciu w powyższy odnośnik.

Oprócz wyjściowej gęstości kostki słomy (im wyższa, tym ściskania będzie mniej) inną granicę kompresji wyznacza drewniana konstrukcja.

Przy ponaddwumetrowej ściance może tego tak nie widać, ale przy metrowej ściance łatwo o podnoszenie oczepu w górę i odsłonięcie gwoździ.

Nieraz słyszeliśmy też trzeszczenie. Zdarzało nam się jechać po bandzie. Który trzask wy uznacie za końcowy, zależy tylko od wytrzymałości waszych nerwów i zamiłowania do ryzyka. Wykonawca naszej konstrukcji zapewniał, że wszystko da radę. Niestety nie miał pojęcia o sile słomy. Na szczęście nic (oprócz łat czy dokładanych nad podnośnik desek) nigdy nie pękło, ale mało który słup utrzymał pion i nie wygiął się niczym banan. Jeśli zaraz wznosi się kolejną ściankę, siła następnych kostek słomy powinna odgiąć go w drugą stronę i wyprostować. Z konstrukcją drzwi i okien jest już trochę gorzej.

Słomowanie przy oknach

Zwykle te elementy zamawia się z luzem montażowym, więc teoretycznie te wygięcia da się skorygować.  My wybraliśmy trochę inne rozwiązanie – do konstrukcji drewnianej, która znajduje się w środku ściany, już po zasłomowaniu ścian dobiliśmy dodatkowe belki wysuwające okna i drzwi na zewnątrz. Dzięki temu zyskaliśmy o 15 centymetrów szersze parapety wewnątrz i nie musimy przejmować przy montażu bananami belek powstałymi podczas słomowania.

W każdym miejscu domu – już nie tylko przy oknach i drzwiach – gdy kompresja i słomowanie są zakończone, warto zadbać o odpowiednie, chroniące przed wilgocią zamknięcie ściany ze słomy.

Technologia strawbale – kilka ogólnych rad

Ściana będzie stabilniejsza, gdy kostki układa się w poziomie, aczkolwiek kompresja kostek postawionych w pionie nie jest niemożliwa – wymaga tylko więcej wprawy i uwagi. Najlepiej się sprawdza, gdy odległość między słupami jest mała i wynosi 30–40 centymetrów.

Ściany warto wznosić po kolei, jedna za drugą. Wtedy zawsze widzimy jej jeden bok i dzięki temu kontrolować możemy, czy ścianka podczas kompresji nie wykrzywia się. Łatwiej też przykręcać i odkręcać łaty, gdy mamy dostęp do choć jednej strony – przynajmniej te wkręty szybciej się wykręca, a ponadto zawsze widać, na jakiej wysokości jest łata i gdzie w ogóle wkrętów szukać.

Podczas kompresowania warto obserwować nie tylko potencjalne wybrzuszanie się ścianki, lecz także łaty. Mogą bowiem zsuwać się ze słupów konstrukcji do środka ścianki. Zwykle wtedy należy przebić je młotem w odpowiednią stronę. Gorzej, gdy całkowicie zsuną się ze słupa – w tej sytuacji rozwiązaniem jest często odpuszczenie podnośników, ułożenie łat na nowo i rozpoczęcie kompresji od nowa. Najczęstszą przyczyną notorycznie zsuwających się ze słupów łat jest nierównomierne kompresowanie słomy.

Najtrudniejsze słomowanie?

Najbardziej problematycznym miejscem domu ze słomy i gliny są narożniki. Ich słomowanie to nie lada wyzwanie. Temu tematowi poświęcimy któryś z kolejnych wpisów.

Pewną trudność stanowi też zakończenie ścian szczytowych (niekończących się poziomą belką, a skośną). Warto wcześniej przemyśleć pracę w tym miejscu domu, między innymi to, jak wypełnić trójkątne przestrzenie. Kolejnymi newralgicznymi przestrzeniami mogą okazać się obszary nad oknami i drzwiami.

Kostki słomy, ze względu na swoją szerokość wynosząca aż pół metra, stosowane są przede wszystkim w ścianach zewnętrznych domu. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by – pod pewnymi warunkami – wykorzystać je także do budowy ścianek wewnętrznych. Dziś jednak pora zakończyć słomowanie, o wnętrzu domu już innym razem.

Wartościowy artykuł? Polub nas na Facebooku. Dzięki temu nie przegapisz kolejnych wpisów o biobudownictwie oraz ciekawostek, które publikujemy tylko tam.

Oznacz Trwały odnośnik.

7 komentarzy

  1. Witam, mam pytanie o kompresję słomy. Dlaczego 150kg/m3 to maximum, nie może być więcej? Właśnie buduję z kostek samonośnych i są sprasowane mocniej, to źle?
    Pozdrawiam

    • Dzień dobry,
      chodzi właśnie o wspomnianą izolację termiczną, którą osiąga się dzięki powietrzu w źdźbłach słomy oraz pomiędzy nimi. O tych właściwościach słomy pisaliśmy więcej tu: https://siedem-wierzb.pl/cieply-dom-ze-slomy-a-inne-domy/. Gdy za bardzo skompresuje się słomę, tych przestrzeni stanowiących izolację, będzie odpowiednio mniej.

      W skrócie: im większa gęstość słomy, tym mniej energooszczędny będzie dom. W omówieniu kilkunastu badań mających ustalić, jak ciepła jest słoma (czyli ile wynosi jej współczynnik przewodzenia ciepła i w związku z tym współczynnik przenikania ciepła dla konkretnej grubości przegrody), nawet nie zajmowano się kostkami powyżej 150 kg/m3 (J.-P. Costes i inni, Thermal Conductivity of Straw Bales: Full Size Measurements Considering the Direction of the Heat Flow, „Buildings” 2017, t. 7, nr 1, https://www.mdpi.com/2075-5309/7/1/11), bo współczynnik U okazywał się wyższy, nawet czasem zbyt wysoki. Przykładowo dla ściany z 46 cm słomy o gęstości 152 kg/m3 wynosił 0,19 W/m2K, więc spełnia ona jeszcze obowiązujące normy, ale już ściana o takiej samej grubości i gęstości 200 kg/m3 z U powyżej 0,21 W/m2K zaraz tego robić nie będzie.

      W Niemczech w chwili wydania tego dokumentu zalecano wręcz budowę z kostek 90–110 kg/m3. Autorzy omówienia wskazują trochę szerzej, właśnie 60–150 kg/m3. Wszystko zatem rozbija się o to, jak naprawdę ciepły i energooszczędny będzie dom 🙂 (oczywiście to tylko jeden z elementów, bo oprócz ścian są jeszcze: podłoga, okna i dach, które też muszą być „ciepłe”).

  2. Bardzo dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź, dało mi to do myślenia. A czy mieli Państwo kiedyś problem z zawilgoceniem słomy w trakcie budowy, takiej jeszcze niezabezpieczonej tynkiem, czy da się to jakoś osuszać? U nas w kilku miejscach pomiary przekraczają normę i nie wiem czy to próbować suszyć czy wymienić słomę w tych miejscach?

    • Nie, nie mieliśmy… Słomę do ścian przechowywaliśmy pod dachem, a jeśli jakaś kostka zamokła trochę w stodole, to jej albo nie braliśmy, albo już na budowie odkładaliśmy i nie wykorzystywaliśmy do budowy. A potem słomowaliśmy dom pod plandekami na wypadek opadów.

      A można spytać, jakie to pomiary i jakie były wyniki? Mierzona była wilgotność wewnątrz kostki? Czy może zawilgotniały tylko z zewnątrz? O ile przekraczają normę i czy z czasem ta wartość się zmienia (czyli słoma schnie)?

      Jeśli pokropiło na nie tylko z zewnątrz, nie powinno to być problemem… Powinna doschnąć, jeśli teraz będzie niska wilgotność powietrza. Zresztą Sigi Koko (taka amerykańska znana i pomocna amerykańska budownicza), zanim zaczęła stosować obrzutkę glinianą jako pierwsze zabezpieczenie słomy i jednocześnie taką zerową warstwę glinianego tynku, przed właściwą warstwą moczyła dość solidnie wodą słomę i na taką rozmiękczoną słomę dopiero tynkowała. Jak widać, samo zmoczenie słomy w pewnych przypadkach (i w odpowiednim klimacie) nie jest zatem złe. Grunt, żeby potem ta słoma była wentylowana i miała możliwość wyschnięcia oraz by wilgoć nie miała gdzie w tej słomie się na dłużej gromadzić.

      I jeszcze pojawia się pytanie, czy to zawilgocona słoma, czy po prostu niedoschnięta po zebraniu z pola. Ta druga powinna mieć możliwość doschnięcia przed kładzeniem tynków.

      Oczywiście wszystko zależy od konkretnej sytuacji (odpowiedzenia sobie na powyższe pytania), ale w przypadku ryzyka poważnego zawilgocenia wewnątrz, niemożliwego do wysuszenia, my pewnie byśmy ściankę rozebrali. Zresztą zdarzyło nam się to ze dwa razy, choć z innych powodów.

  3. Sytuacja jest dość dziwna, bo słoma była sezonowana w stodole, cały czasz pilnowałam wilgotności i było ok 16-18%, od wyjęcia na budowę i ustawienia ścian też codziennie sprawdzam i do tej pory znalazłam jedno miejsce, które podciekło i wilgotność przekroczyła 60%, usunęłam słomę z tego miejsca. ściany są pod plandekami, bo czekamy na dach ( podwójnie zabezpieczone – na oczepie górnym dodatkowa folia) Dwa dni temu znalazłam niestety miejsce wewnątrz kostki, pomiary 35, 50, 72 – więc dość tragiczne, nie wiem co się stało, bo to środkowa kostka, górna i dolna są suche. Zaczynam podejrzewać, że ma to związek właśnie ze zbyt dużą kompresją kostek. Może przy tych silnych ulewach nabrały wilgoci, a że są tak mocno ściśnięte to nie mają jak jej oddać? wilgotnościomierz mamy Dramińskiego, dziś będziemy mierzyć wszystkie ściany w wielu punktach czy to się gdzieś powtarza

    • Przyszło nam do głowy jeszcze jedno: czy te kostki nie miały domieszki zielonego? Siano inaczej trzyma wilgoć. Jeśli nie, to silne ulewy, a przede wszystkim związana z nimi duża wilgotność powietrza mogą być przyczyną zawilgocenia kostek… Tylko czy aż tak bardzo w środku? Może jeszcze obeschną… Proszę mierzyć. Trzymamy kciuki!

      Zastanawia nas tylko, dlaczego obawia się Pani, że są zbyt mocno ściśnięte. Z naszych obliczeń wynika, że 10-kilogramowe kostki (o wymiarach 50 × 40 × 70 cm) to gęstość ściany (także po uwzględnieniu kompresji w konstrukcji) to 95 kg/m3, 15-kilogramowe to 142 kg/m3, więc też jeszcze w porządku. W drewnianej konstrukcji za mocno skompresować zwykle się nie da – słupy boczne się odginają, a oczep jest wypychany do góry (co można zobaczyć w nietypowym przykładzie na filmiku; a nietypowym, bo to były ścianki tylko z dwiema kostkami). Oczywiście konstrukcja dwurzędowa może zachowywać się trochę inaczej. Przy innych technologiach budowy ponadto mogą wchodzić w grę inne czynniki.

  4. ja mam duże kostki 80x80x240 i 80x80x160, a obawiam się za dużej kompresji, bo czasami nawet wilgotnościomierz ciężko jest włożyć tak są sprasowane. Obecnie konstruujemy osuszacz ze sprężarki z taką sondą z dziurkami, żeby włożyć w środek kostki, może to coś pomoże

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.