Smutna historia budowy domu ze słomy – rozmowa z Kasią (Czarną Bezką)

Budować miał polecany, doświadczony profesjonalista, z kilkoma słomianymi domami na koncie – opowiada zawiedziona inwestorka. Pytamy, co poszło nie tak.

W kwietniu 2020 roku, po publikacji 100 artykułów, sprawdziliśmy, co najchętniej czytacie. Niniejszy tekst znalazł się na 5. miejscu. Poznaj całą dziesiątkę najważniejszych tekstów Siedmiu wierzb.

rozbieranie ściany ze słomy wykonanej przez członka OSBN

Dlaczego dom ze słomy?

Z technologią budowy domu ze słomy, jako ekologicznym materiałem, zetknęłam się już w 2012 roku. Już nie pamiętam, jak dowiedziałam się o tej technologii. Od zawsze jestem „ekologiczna” i to nie tylko ideowo, ale też praktycznie, w jak największym stopniu mogę. Wtedy odkryłam dom w Lubli – jeden z pierwszych słomianych domów w Polsce, a ponieważ czasem bywałam na Podkarpaciu, nawet wstępnie umówiłam się na zwiedzanie. Wtedy ze zwiedzania tego domu nic nie wyszło, ale i tak odwiedziłam ten dom dwa lata później, w 2014 roku.

Decyzje o budowie domu podjęłam pod koniec 2013 roku i dokładnie wiedziałam, że ma być ekologiczny i nie chcę domu z betonu.

Przygotowywałaś się jakoś do tej budowy?

Latem 2014 roku intensywnie uczyłam się „słomy” na wszelkich możliwych warsztatach, jakie udało mi się znaleźć. Byłam u pana Brzeskiego, który opracował technologię bloczków słomiano-glinianych. Byłam w Pryszczowej Górze na warsztatach permakulturowo-budowlanych u Andrzeja i Moniki i wtedy mieszkałam w czysto słomianej jurcie, nawet nieotynkowanej. Tynkowaliśmy też gliną drugą jurtę, już oszkloną i większą. Tego samego lata byłam też na warsztatach budowlanych u pana Świderskiego. Na Podkarpaciu budowaliśmy słomianą kopułę. Ja głównie podawałam kostki słomy i upychałam słomą nieszczelności pomiędzy kostkami. Ale sporo pytałam i sporo rozmawialiśmy na temat budowy ze słomy. Musiałam wyjechać z warsztatów po tygodniu i w zasadzie cieszyłam się, że znalazłam wykonawcę.

Ostatecznie jednak nie skorzystałaś ani z usług tego wykonawcy, ani architekta, o którym początkowo myślałaś…

Pewnego wieczoru zadzwonił Dominik, przyjaciel właścicieli kopuły, który na budowie był od początku i dzień w dzień pomagał przez całą budowę, z ostrzeżeniem przed panem Świderskim. Na budowie prawie doszło do katastrofy – nastąpiło tąpnięcie konstrukcji drewnianej, podpór okna i drzwi, a pan Świderski nie wziął za to odpowiedzialności i po prostu uciekł, zostawiając gospodarzy samych sobie. To był dom na zgłoszenie, a nie z pozwoleniem na budowę.

Rozważałam też inne technologie, nie tylko ze słomy: z bloczków słomiano-glinianych, gliny lekkiej w szalunku, budowę domu drewnianego z bali. Z każdą z tej technologii zapoznałam się jak najdokładniej, na tyle, na ile mogłam. Domy z bali, żeby mogły spełniać wymagania izolacyjności cieplnej, muszą być ocieplone wewnątrz wełną mineralną. Czasem uszczelnienia się bale pianką poliuretanową, a poddasze – pianką PUR. Widziałam kilka takich domów. Ocieplenie wykonuje się w maskach przeciwgazowych. Jak taki dom ma być ekologiczny?

Gliny lekkiej i bloczków słomiano-glinianych też się „nauczyłam” i liczyłam wiele razy wartości współczynnika przenikania ciepła U dla wielu wariantów gliny lekkiej (o rożnym ciężarze właściwym) i bloczków słomiano-glinianych. Niestety te wartości U zawsze były gorsze niż dla słomy [trudno się nie zgodzić – polecamy obszerne wyliczenia U dla wspomnianych naturalnych technologii, a także dla technologii tradycyjnych – przyp. red.]. Rozważałam też budowę domu z keramzytu lub dodawania do gliny ciężkiej keramzytu i za każdym razem wychodziło, że musiałoby być dodatkowe ocieplenie. Napisałam nawet do profesora Gernota Minkego z moimi wątpliwościami i zapytałam, jaki wariant domu w warunkach klimatycznych Polski – zbliżonych do warunków niemieckich – on by wybrał. Odpowiedź profesora Minkego była jednoznaczna – dom ze słomy.

Technologia zatem została wybrana. Jak potem przebiegało szukanie wykonawcy?

Pan Świderski odpadł na wstępie. Na rynku i na stronach Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Budownictwa Naturalnego (OSBN) zdecydowanie więcej było architektów niż wykonawców. Moją literaturą obowiązkową była właśnie ta strona oraz webinary Cohabitatu. Poszukiwałam też domów, które do tej pory wybudowano – tych prezentowanych na stronie OSBN. Odwiedziłam jeszcze jeden dom w technologii słomy – dom w Jordanowie. Wykonawca – Świderski. Szukałam też kontaktu do innych właścicieli domów słomianych, nie zawsze było to możliwe, bo np. właściciele mieszkali za granicą. Czytałam też bardzo intensywnie forum Cohabitatu, jeszcze w starej formie.

Kryteria wyboru wykonawcy były proste: miał to być profesjonalista z doświadczeniem, czyli budowlaniec z prawdziwego zdarzenia, który już wybudował kilka słomianych domów. No i jeszcze polecenie przez poprzedniego inwestora. Rozmawiałam z tymi wykonawcami, których udało mi się znaleźć. Ważne było też to, żeby wykonawca nie był z drugiego końca Polski. W moim bezpośrednim sąsiedztwie nie znalazłam żadnego.

Współpracowałam też początkowo z projektantem, który nie miał wykonawcy.

Wreszcie na stronie OSBN znalazłam wykonawcę, który spełniał moje kryteria: absolwent budownictwa na Politechnice, wybudował kilka domów ze słomy, miał prawdziwą firmę budowlaną, firma zajmowała się równocześnie projektowaniem, no i był to profesjonalista polecany przez OSBN. Teraz wiem, że związki OSBN z profesjonalizmem bywają raczej luźne, nawet bardzo. Rozmawiałam także z poprzednimi inwestorami, u których ta firma budowała. Ogólnie byli zadowoleni, tynki zewnętrzne popękały, ale firma kilkukrotnie przyjeżdżała je naprawiać.

Brzmi, jakbyś bardzo starannie przygotowywała się do tej budowy. Co poszło nie tak?

Na początku wszystko było OK. A kontakt z wykonawcą nawiązałam dużo wcześniej, około trzy lata przed budową. Mejlowo zadawałam pytania – pytałam o kostki, o projekt budowlany itd. Na pierwsze spotkanie – na działkę, przyjechał szef firmy z młodym architektem. Potem się okazało, że projekt budowlany, jako architekt z uprawnieniami budowlanymi, podpisuje pani ponadsiedemdziesięcioletnia.

Uzgodniliśmy termin rozpoczęcia budowy, kosztorys itd. Fundamenty wykonałam z lokalną firmą, po czym weszła firma wykonawcy i w błyskawicznym tempie wykonała konstrukcję drewnianą i pokryła dach membraną. Drewno dostarczyłam ja ściśle według wyliczeń wykonawcy. Okazało się, że tego drewna dużo zostało, a było to drewno z certyfikatem C24.

To wtedy zaczęły się problemy?

Po wykonaniu konstrukcji firma wyjechała, chociaż miała wykonywać pokrycie dachowe. Pretekstem był brak dachówki. Dachówka została zamówiona dużo wcześniej, miała przyjechać we wtorek, niestety w piątek firma zwinęła manatki. A uzgodniliśmy z wykonawcą noclegi na miesiąc, parokrotnie się jeszcze dopytywałam, czy na pewno na tak długo, i za każdym razem wykonawca potwierdzał – na miesiąc dla pięciu osób. Po czym firma wyjechała po półtora tygodnia, potem wrócili jeszcze na parę dni, a opłata za połowę noclegów przepadła. Musiałam opłacić noclegi, ponieważ nie miałam żadnego zaplecza, budynku na budowie.

Na etapie pozyskiwania słomy również doszło do niemiłego incydentu. Mianowicie słomę pozyskałam we własnym zakresie, osobiście nadzorowałam i prasowanie, i zwożenie tej słomy (do 23 wieczorem, ale udało się zdążyć przed deszczem). I jeszcze w trakcie prasowania wykonałam kontrolny telefon do wykonawcy, by potwierdzić liczbę kostek słomy. Pamiętałam z e-maili, że na dom miało być 250 kostek słomy, a wykonawca nagle zmienił zdanie i zażądał 500 kostek słomy. Na moje zdziwienie znalazł wytłumaczenie, że słomę bardzo mocno się kompresuje i zadziwiająco dużo jej ubywa. Po słomowaniu prawie połowa kostek została. Wtedy wykonawca zaproponował, że je sobie weźmie. Ot tak, skoro zostały, nie odkupi, tylko weźmie. Nie zgodziłam się, ponieważ planowałam wykorzystać tę słomę do ogrodu. Od tego czasu relacje z wykonawcą się bardzo ochłodziły. Wykonawca budował w tym samym czasie drugi dom, a ja miałam nieświadomie pozyskać słomę na dwa domy.

Podobnie było z elementami metalowymi do konstrukcji. Wykonawca zamówił na mój adres całą paletę różnych elementów budowlanych, za które ja zapłaciłam, a potem się okazało, że niemal pół palety zostało niewykorzystane w moim domu.

Wiele rzeczy poszło nie tak. Na przykład często bywałam na budowie, co się zdecydowanie nie podobało wykonawcy, bo wyobrażał sobie, że zostawię budowę we władanie wykonawcy i moja rola miała się sprowadzać wyłącznie do płacenia. Co notabene robiłam – wszelkie rachunki były terminowo pokrywane. Gdy przyjechałam pewnego dnia na budowę, zastałam górę piasku w bramie i zrujnowany cały podjazd. Droga gminna, którą dopiero co wyremontowano i na której położono nowy asfalt, została uszkodzona przy moim wjeździe. Okazało się, że wykonawca zamówił wielką wywrotkę piasku, nie informując mnie o tym. Co gorsze, wykonawcy NIE BYŁO podczas dostawy tego piasku. I co jeszcze gorsze, przywieziono nie ten piasek co trzeba. Piasku wykonawca nie uprzątnął, a ponadto góra została rozjeżdżona samochodami wykonawcy i nową dostawą materiału.

Ale to nie był największy problem na budowie Twojego domu?

Wykonawca w trakcie słomowania wymyślił montowanie płyt na słomę: OSB od środka i Steico na zewnątrz. Nie chciałam się na te płyty zgodzić, bo przecież to miał być dom naturalny. Ponadto wykonawca na wprowadzenie zmian nie miał zgody architekta.

Wtedy, w trakcie słomowania, wykonawca postawił ultimatum, że albo się zgadzam na płyty, albo on się zbiera z budowy. W trakcie słomowania! Chodziło o czas, bo słomę się tynkuje natychmiast, a wykonawca właśnie rozpoczął trzecią budowę w tym samym czasie, w SIERPNIU, od fundamentów, no i na moją budowę nie starczało czasu. W przypadku zastosowania płyt na słomę wykonawca nie musiał tynkować od razu i mógł porzucić moją budowę i wrócić po miesiącu, znowu na chwilę. Słomowanie było w sierpniu, a montowanie płyt we wrześniu. Przez cały czas od słomowania do montowania płyt nie mogłam spać ze stresu, czy mi słoma nie zamoknie. Wykonawca wrócił po miesiącu i przystąpił do montowania płyt w bardzo, ale to bardzo niesprzyjającej, mokrej pogodzie. Bo o ile lato było upalne, o tyle jesień – bardzo mokra. Padał nieustający deszcz.

W tym nieustającym deszczu, ponieważ tynkować płyt Steico na zewnątrz się nie dało, a że wykonawca właśnie był na mojej budowie (pozostałe dwie budowy czekały na lepszą pogodę), zdecydował o stawianiu ścian wewnętrznych z gliny lekkiej w szalunku. Sprzeciwiałam się temu, domagając się, żeby ściany wewnętrzne zostały postawione na wiosnę, żeby mogły wyschnąć. Ale nie, wykonawca zdeklarował, że on bierze cała odpowiedzialność za ściany wewnętrzne, że wyschną i nie będzie problemu. Ściany zostały postawione. Po czym wykonawca nie zostawił mi sprzętu do osuszania tych ścian, z wyjątkiem jednego malutkiego piecyka i jednej malutkiej dmuchawy na cały dom. Z instrukcją, żeby pożyczyć osuszacz po miesiącu. Osuszacz pożyczałam dwukrotnie. Oczywiście zapłaciłam za to dodatkowo. Nie pomogło. Ściany wewnętrzne zapleśniały całkowicie, a słowa wykonawcy o odpowiedzialności okazały się nieprawdą.

gnijąca ściana z gliny lekkiej

Kolejny problem z tynkami zewnętrznymi. Były kładzione na płyty Steico za późno, przy czym wykonawca niefrasobliwie położył warstwy nie tylko niezgodne z projektem budowlanym, lecz także niezalecane przez producenta Steico. Mianowicie zastosował zaprawę klejową przeznaczoną do styropianu, bardzo grubo kładzioną trzema warstwami, łącznie ok. 1 cm, i tynk wapienno-cementowy swojego wynalazku, ze swoimi, nieznanymi proporcjami zawartości cementu – też o grubości ok. 1 cm. To wszystko zostało pokryte cienką, liczącą ok. 1–2 mm warstwą tynku silikonowego. Roboty były przeprowadzone za późno, w listopadzie 2017. Poprzednie warstwy jeszcze nie zdążyły powysychać, a już były kładzione następne. W odpowiedzi na moje protesty wykonawca udzielił gwarancji, której później nie zrealizował. Już w zimie – w grudniu 2017, styczniu 2018 – tynki popękały. A wykonawca po wysłaniu zdjęć z popękanymi i oszronionymi tynkami w zimie, oświadczył, że kończy współpracę. Co więcej, cała elewacja była wykonana bardzo niestarannie z licznymi niedociągnięciami.

Od wczesnej wiosny wykonawca obiecywał, że przyjedzie, ale ciągle mnie zwodził i ciągle odwoływał przyjazd. Kiedy wreszcie się raczył pojawić, z jego udziałem i w obecności kierownika budowy został spisany protokół usterek, wielu usterek. Wykonawca zobowiązał się ustosunkować do protokołu usterek. Przy podpisywaniu tego protokołu jeszcze nie wiedziałam, że mam zgniłą ścianę.

Największą katastrofę wykonawca spowodował poprzez niewłaściwe zamontowanie parapetów zewnętrznych. Zostały założone bez prawidłowych spadków na zewnątrz i bez boczków odprowadzających wodę. Wykonawca nawet nie wiedział w rozmowie z kierownikiem budowy, że takie boczki istnieją!

źle zamontowane parapety i odchodzący tynk

W konsekwencji źle zamontowanych parapetów jesienią 2017 woda wlewała się do środka ściany, powodując gnicie słomy. Odkryłam to w czerwcu następnego roku, ponieważ smród stęchlizny wydobywał się ze szpar pomiędzy płytami OSB. Zdecydowałam o zdemontowaniu jednej z nich – pod parapetem okna i buchnęło stęchlizną. Wiedziałam, że jest bardzo źle. W ciągu kilku dni udało mi się pożyczyć wilgotnościomierz do słomy. Zrobiliśmy pomiary, wilgotność słomy wynosiła ponad 60%. Wezwałam kierownika budowy i wykonawcę na komisyjne pomiary słomy w czerwcu 2018. Poprosiłam o pomoc Ogólnopolskie Stowarzyszenie Budownictwa Naturalnego, mianowicie o udział w pomiarach wilgotności słomy. Prezes OSBN tej pomocy odmówił, argumentując tym, że wykonawca to kolega. Poprosiłam także o pomoc Cohabitat. Usłyszałam, że to nie problem Cohabitatu, bo wykonawca należy do OSBN, i żebym to sobie z nimi wyjaśniała.

Protokół z pomiarów wilgotności słomy wykonawca podpisał w czerwcu 2018 roku i do 4 lipca 2018 zobowiązał się do usunięcia zgniłej słomy. Owszem 4 lipca wykonawca przyjechał, wyszarpał byle jak płyty OSB i je zniszczył, bo nie były przykręcane wkrętami tylko przybijane gwoździami, i usunął słomę. Zgniła słoma nie była najgorsza. Zgniła była CAŁA ŚCIANA: konstrukcja drewniana, płyty Steico montowane na zewnątrz słomy, konstrukcja, do której przymocowane było okno – wszystko było zgniłe.

Po wyrwaniu płyt OSB i usunięciu słomy wykonawca NIE przystąpił do działań naprawczych, pomimo podpisanych protokołów, zobowiązań gwarancji, rękojmi itd. – pomimo dodatkowego, sporządzonego przez prawnika wezwania do naprawy usterek. Co więcej, po upływie kilku miesięcy, bo w październiku 2018 roku, wystosował do mnie ugodę, w której zaproponował, że niczego naprawiał nie będzie, a jedynie zwróci mi zaliczkę za prace, których nie wykonał, tj. tynki wewnętrzne. Tym samym wykonawca zostawił mnie ze zgniłą ścianą na zimę, w którą nadal wlewała się woda poprzez niewłaściwie zamontowane parapety zewnętrzne.

gnijąca płyta steico - kładziona standardowo przez niektóre firmy OSBN

Wspomniałaś, że kontaktowałaś się w sprawie błędów z OSBN. Czy organizacja ta dążyła jakoś do rozwiązania sprawy?

W najtragiczniejszym dla mnie okresie, w czerwcu 2018, kiedy właśnie się dowiedziałam, że mam zgniłą ścianę, OSBN kategorycznie odmówił mi pomocy, nawet w tak drobnej sprawie, jak udział w pomiarach wilgotności słomy. Wtedy dotarło do mnie, że tu chodzi tylko o interesy wykonawców – członków OSBN. Bo prezes OSBN argumentował odmowę pomocy tym, że wykonawca to kolega, i nie zrobi nic, co mogłoby być potencjalnie sprzeczne z interesem wykonawcy. Na początku lipca 2018 do OSBN i Cohabitatu wysłałam zdjęcia ze zgniłymi ścianami, po usunięciu słomy, prosząc ponownie o pomoc i kolejny raz zostałam zignorowana.

Po tym, jak wykonawca wystosował ugodę, że niczego naprawiać nie będzie, w październiku 2018 roku, na moim blogu i profilu na Facebooku, opublikowałam zdjęcia zgniłych ścian, z informacją, że wykonawca to profesjonalna firma budownictwa naturalnego należąca do OSBN. Nie było żadnej reakcji z ich strony. OSBN uparcie od czerwca 2018 roku udawał, że problem nie istnieje. W styczniu 2019 zwróciłam się o pomoc merytoryczną do angielskojęzycznej grupy Talking Natural Homes z pytaniem: jak ratować dom, co robić ze ścianami? Admin tej grupy imiennie wezwał prezesa OSBN do odpowiedzi i udzielenia mi pomocy. Prezes odpowiedział adminowi, że mój przypadek „będzie lekcją dla wszystkich” i nawet się nie zająknął o jakiekolwiek pomocy. Natomiast do mnie zarząd wystosował pismo „o zaprzestanie tworzenia publicznie fałszywego obrazu zobowiązań Stowarzyszenia oraz pisania nieprawdy co do podjętych do tej pory przez OSBN działań”. Zgodnie z prawdą publicznie napisałam, że OSBN odmówił mi pomocy.

W intensywnej wymianie korespondencji ponownie poprosiłam o pomoc OSBN. Mianowicie poprosiłam o badania i analizę cieplno-wilgotnościową, które dałyby mi odpowiedź na pytanie, co robić ze ścianami zewnętrznymi. Na to po około miesiącu otrzymałam odpowiedź ze strony stowarzyszenia: „nie wykonujemy i nie finansujemy badań i/lub ekspertyz indywidualnych. Przeprowadzenie postulowanych badań będzie wymagało bezpośredniego zatrudnienia przez Panią odpowiednich ekspertów/biegłych”.

A zaproponowali „wsparcie z zakresu naszych kompetencji, na poziomie poszukiwania polubownych rozwiązań zaistniałej sytuacji pomiędzy Panią a członkiem naszego Stowarzyszenia”.

Nie doszło do żadnego spotkania, mediacji? Czy OSBN próbowało wpłynąć na wykonawcę, by dokonał napraw?

Nigdy nie doszło do żadnego spotkania. Wprawdzie w dyskusji na początku stycznia 2019 na grupie Talking Natural Homes jeden z członków OSBN zaproponował, żebym przyjechała na spotkanie stowarzyszenia 24 stycznia 2019, ale nigdy Zarząd OSBN nie zaprosił mnie na to spotkanie. I tak nie mogłabym na nie przyjechać, bo wtedy miałam wyjazd służbowy, o czym od razu poinformowałam wspomnianego członka organizacji.

Natomiast inny z członków stowarzyszenia, po dyskusji, jaka się wywiązała na grupie Domy z piasku, gliny, słomy na temat roli OSBN, zaproponował prywatnie, a nie w imieniu OSBN, że spróbuje mi pomóc, co było bardzo miłe i szlachetne z jego strony. Bardzo się wtedy ucieszyłam, zaprosiłam tego budowniczego na moją budowę, zaproponowałam termin itd. Jednak nie przyjechał na budowę, tłumacząc to kłopotami z samochodem.

A wkrótce potem zadzwoniła do mnie pani prawnik, reprezentująca mnie w sporze z wykonawcą, z informacją i zaleceniem, żebym się wstrzymała z wszelkimi publikacjami, ponieważ Zarząd i inni członkowie OSBN bardzo nalegają, a wręcz nawet żądają od prawników wykonawcy natychmiastowego wytoczenia mi procesu o zniesławienie OSBN.

Po zebraniu OSBN w styczniu 2019 dostałam kolejne pismo informujące, że „omówiliśmy Pani sprawę w szerokim gronie członków i członkiń stowarzyszenia”. Zapytano mnie, czy znalazłabym czas na spotkanie. Znalazłam, zaproponowałam kilka terminów i po raz kolejny poprosiłam o ustosunkowanie się do mojej prośby o pomoc merytoryczną, m.in. o wykonanie pomiarów wilgotności i analizy cieplno-wilgotnościowej. Dopiero po upływie wszystkich zaproponowanych przeze mnie terminów spotkania Zarząd OSBN wysłał mi pismo z informacją: „nie wykonujemy i nie finansujemy badań i/lub ekspertyz”.

Nic mi nie wiadomo, żeby stowarzyszenie w jakikolwiek sposób próbowało wpłynąć na wykonawcę. Natomiast Zarząd OSBN odmówił wykluczenia nierzetelnego wykonawcy ze stowarzyszenia, a jako uzasadnienie podał: „nie mamy informacji potwierdzających, że naruszył on zapisy Statutu naszej organizacji”.

Czy budując jeszcze raz, zdecydowałbyś się na strawbale?

NIE. Moim zdaniem budowanie ze słomy czy z bloczków słomiano-glinianych, czy z gliny lekkiej w szalunku ma tylko wtedy sens, jeżeli się buduje samemu i jeżeli się dokładnie wie, co się robi, i ma się doświadczenie budowlane. Udział w warsztatach nie wystarczy. Na profesjonalizm wykonawców należących do OSBN, ani wywodzących się z Cohabitatu, nie liczyłabym. Ja nie miałam ani umiejętności, ani możliwości, żeby budować samej.

Z pokorą muszę przyznać, że rację mieli wszyscy ci, którzy budowanie ze słomy mi odradzali.

Kasia – Czarna Bezka – o swoim marzeniu budowy domu ze słomy pisze na blogu https://podbzami.blogspot.com/. Wszystkie zdjęcia zamieszczone w wywiadzie pochodzą właśnie stamtąd.

Spojrzenie oczami OSBN

Aby uzyskać pełen obraz sytuacji, chcieliśmy wysłuchać również drugiej strony. Wykonawca jeszcze jesienią 2018 roku stanowczo odmówił jakiegokolwiek komentowania sprawy. OSBN nie wyraziło zaś chęci odpowiedzi na kilka pytań, otrzymaliśmy jedynie informację, że przygotowywane jest oficjalne oświadczenie w tej sprawie.

Aktualizacja z 21 marca 2019: Zarząd Ogólnopolskiego Stowarzyszenie Budownictwa Naturalnego wydał oficjalne oświadczenie w sprawie rzeczonego konfliktu inwestorki z członkiem organizacji. Znajdziecie je m.in. pod powyższym linkiem. Zadaliśmy również OSBN kilka dodatkowych pytań. Odpowiedzi opublikujemy, gdy tylko je dostaniemy.

Aktualizacja z 7 maja 2019: Odpowiedzi nie dostaliśmy przez ponad półtora miesiąca. Zostaliśmy zignorowani, mimo mejlowego zaproszenia do zadawania pytań. Co nas (i nie tylko nas) w tej sprawie zastanawiało i o co chcieliśmy zapytać, przeczytać możecie w niedoszłym wywiadzie z OSBN.

Komentarz Siedmiu wierzb

Tu pozwolimy sobie jeszcze na komentarz z perspektywy osób, które same budują naturalnie swój dom i którym od początku zależy na szerzeniu tej idei.

Zaistniała sytuacja nie służy promocji naturalnego budownictwa. W interesie stowarzyszenia powinno być jak najszybsze wyjaśnienie sprawy. Pozostawienie inwestorki przez tyle miesięcy samej sobie z gnijącą ścianą, nawet bez podjęcia prób wyjaśnienia, jak do tego doszło, jest karygodne. Tłumaczenia, że „stowarzyszenie nie ponosi odpowiedzialności za działania (…) zawodowe swoich członków” jest niedopuszczalne w kontekście tego, że OSBN przedstawia się jako profesjonalne stowarzyszenie – jakby nie było, branżowe – i rekomenduje potencjalnym inwestorom swoich członków jako wykonawców.

Zarówno zachowanie wykonawcy, jak i reakcja OSBN (tak jak się obecnie rysują) na zaistniałą sytuację stawiają stowarzyszenie w złym świetle. Naszym zdaniem to działania na szkodę nie tylko samej organizacji, lecz także, niestety, całego naturalnego budownictwa.

Jednocześnie chcielibyśmy podziękować p. Kasi za wielokrotne nagłaśnianie sprawy w mediach społecznościowych. Uważamy, że o błędach na budowie należy mówić, a nie zamiatać pod dywan. Każdemu może zdarzyć się błąd, jesteśmy tylko ludźmi. Jednak błędy trzeba naprawiać, a sprawy wyjaśniać – tak by kolejni naturalni budowniczowie wyciągnęli wnioski, czegoś się nauczyli i budowali lepiej. Chowanie głowy w piasek, bo budujący to kolega, a „partacze też bywają fajnymi ludźmi” (cytat z dyskusji na grupie Domy z piasku, gliny słomy), jest nie do zaakceptowania. Organizacjom, które chcą być postrzegane jako profesjonalne, to po prostu nie przystoi.

Ważny artykuł? Polub Siedem wierzb – dom ze słomy i gliny na Facebooku lub dołącz do naszego newslettera. Dzięki temu nie przegapisz następnych ciekawych materiałów.

Oznacz Trwały odnośnik.

57 komentarzy

  1. wykonawcę do sądu i nie odpuszczać!! rzeczoznawca w ruch, wycena strat i nie poddawać się. umowa mam nadzieję jakaś była, słowna umowa to też umowa, ale skoro koleś był polecany przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Budownictwa Naturalnego to myślę że miał swoją działalność i uczciwie podpisał umowę na to co miał zrobić a z czego się nie wywiązał. stowarzyszenie samo sobie szkodzi kryjąc taką czarną owcę i nie podejmując działań, zła opinia szybko się niesie

    • Milczenie stowarzyszenia nie budzi zaufania. A to , ze w tego typu organizacjach dominuje kunktatorstwo jest faktem . I tak jak zwykle, Polacy zawsze przedkładając własne interesy nad uczciwość , powodują , ze wielu odwróci sie od tego typu budownictwa. Intensywnie o takim budynku myslalem , wlasnie ze względów ekologicznych ale raczej zrezygnuje . Bardzo współczuje klientce. Akurat sam od 25 lat działam w budowlance , w innym sektorze ale to bez znaczenia. Schematy wszedzie takie same i niestety jestem przekonany , ze stowarzyszenie zamiata brudy pod dywan. Róbcie tak dalej a bedziecie mieli wybudowany jeden dom rocznie .
      Marek Cudnik

  2. Rowniez uwazam, ze nie nalezy partaczowi odpuszczac! Tylko, ze poki co Bezka jest sama z tym problemem. Mysle, ze przydalaby jej sie grupa wsparcia, rownie solidna co grupa popierajaca partacza….bo tak naprawde to co sie stalo nie jest pojedynczym wybrykiem….nie jest to tez nieswiadome dzialanie, jak udowadnia Bezka tylko celowe zlodziejstwo, chciwosc i brak fachowosci wykonawcy a kumpla stowarzyszenia…Mam nadzieje, ze Bezka nie odpusci i wygra przed sadem solidne odszkodowanie, ktore zrujnuje zarowno wykonawce jak i samo stowarzyszenie. Dla nauki ew.kolejnych chetnych kombinatorow.

    • Urszula Drabinska

      Ciężko rozstrzygać, czy działania było nieświadome, czy celowe… Ale ciekawe jest, że po tej sprawie w komentarzach i forach coraz odważniej rozlegają się głosy, że to nie pojedynczy wybryk. Wcześniej inni odpuszczali, nie nagłaśniali, skala problemu była mniejsza?

      • Zamówienie 500 bloczków słomy podczas gdy użyto połowy to nie przypadek. Brak wsparcia OSBN w sytuacji tak bardzo jednoznacznej, też nie wygląda na przypadkowe. Tłumaczenie braku interwencji koleżeństwem z wykonawcą tylko ich pogrąża. Niestety to wszystko wygląda na działanie obliczone na bezwzględny zysk. Oczywiście, że wykonawca nie planował, że zbuduje dom z zapleśniała ścianą. Niestety jego działania pokazują, że świadomie nie podejmował żadnych kroków ratunkowych. Ciężko tu mówić o działaniu nieświadomym.

        • Urszula Drabinska

          Zgadzam się, że jakieś kroki należało podjąć; zgadzam się, że powinna być jakaś reakcja stowarzyszenia – zdecydowanej zapewne świadomie nie było.

          Nieświadomość działań w mojej wypowiedzi tyczyła się samej budowy – w odpowiedzi na „nie jest to tez nieswiadome dzialanie, (…) tylko celowe zlodziejstwo, chciwosc i brak fachowosci”. A może wykonawca nie wiedział, że robi coś źle? (Co, swoją drogą, fatalnie świadczyłoby o jego wiedzy i fachowości…)

          I nie zakładam też wspomnianego „celowego złodziejstwa i chciwości”. Trudno mi w nie uwierzyć, może jestem naiwna. Właśnie o tych dwóch aspektach – nieświadomych błędach wykonawcy i jego celowym działaniu na szkodę inwestora – ciężko rozstrzygać. Nie wiem, czy świadomie popełnił błędy, i nie wiem, czy celowo wyszła mu inna ilość materiałów…

          W ocenie tego, co po tych błędach powinno nastąpić, chyba się nie różnimy.

  3. Przykre. Współczuję. Sam buduję sobie taki budynek i wiem co to znaczy kiedy ktoś coś spieprzy – właśnie walczę ze stolarzem, który mi zrobił okna… i ze sobą bo wielu rzeczy nie wiem, a sam buduję ten domek.
    Oddałbym sprawę do sądu (ja wygrałem na etapie projektu z p. Barbarą Wojtkowskaą-Guicherit “Ekocentrycy” z Krakowa – termin oddania projektu przesunął się o pół roku, nie był skończony, a jego cena wzrosła o prawie 100%). Skończyło się zwrotem wszystkich poniesionych przeze mnie kosztów i komornikiem… Niestety. Projekt leży w szafie i nie nadaje się do wykorzystania.
    U mnie na Kaszubach jest firma, która buduje tradycyjnie i ze słomy/gliny. Budynki można obejrzeć itd.
    Pozdrawiam 😉
    Powodzenia.

    • Witam,

      Proszę o namiary do firmy na Kaszubach która buduje domy ze słomy i gliny. Mieszkam na tych terenach i jestem zdecydowana na budowę takiego domu.

      Pozdrawiam
      Dorota
      email: szumanek@gmail.com

      • Dzień dobry,
        Również prosiłabym namiar na tę firmę
        Paulasoltan@gmail.com

        • Drobne pytanie, gdzie znajdował się kierownik budowy? Kiedy budowałem swój dom w technologii kostek słomianych krytych masą glinianą, nadzorowałem budowę codziennie. Z artykułu wynika że wykonawca nie ma pojęcia o budowie ani jej organizacji. Technologia jest genialna ale wymaga wiedzy i doświadczenia. Mieszkam w swoim domu już 8 lat i nadal pachnie on świeżością jak zaraz po zakończeniu budowy. Poza tym projekt w tej technologii wymaga atestu jednostkowego na użyte materiały pochodzenia organicznego. Glina to wspaniały i niedoceniony materiał budowlany.

          • Nadzorował Pan budowę codziennie-jako inwestor czy jest Pan kierownikiem budow

          • Gadanie budujemy szkielet nośny słupowy z drewna, stali żelbetu na nim wspiera się dach ściany pełnią rolę osłonową i robimy z czego chcemy od słomy po butelki pet OBOJĘTNIE z czego

    • prosze o namiary firmy na Kaszubach fibbea@yahoo.com

    • Proszę o kontakt do firmy z Kaszub. Dziękuję

    • Cześć Jarku, podałbuś namiary na tę kaszubską firmę?
      Z góry dziękuje, pozdrawiam, Piotr

  4. Jarosław Dubiel

    Podobna chistoria zdarzyła się w Mieściskach pod Poznaniem Włascicielka zgniłego domu Ania Walkowiak zwróciła się o pomoc do mnie kiedy było już za pózno ,bo betonowy tynk spowodował natychmiastową zgniliznę .Wykonawca słynny biopartacz i szantażysta Świderski oczywiscie szkód nie naprawił. Swoją drogą ciekawe ,że mało kto pomyśli by zwrócić się do mnie o konsultacje i nadzór przy budowie , a potem płaczą i proszą o pomoc gdy już jest za póżno. Te słomiane domy ,które w Polsce oglądałem ,wszystki mają usterki. Ciekawe jak wielu partaczy pasie się na ludzkiej głupocie .

  5. Skoro pisze Pani że projektantem miałem być ja, to proszę też podać personalia tego projektanta i wykonawcy, który tak to schrzanił. Może gdyby Pani się zdecydowała ostatecznie na współpracę ze mną to do tego wszystkiego by nie doszło. Współczuję i pozdrawiam.

    • Jarosław Daniel – uważam że powinieneś być na każdym projekcie wpisany jako proponowany konsultant. Polecam rozmowy z tym Panem dot. budowania.

      Jacek Gałązka – uważam że powinieneś dostać to o co prosisz – to gra fair. Jeżeli pada tyle zarzutów powinno się robić jawne nazwiska lub ukryte wszystkie.

      Ja mam dom ze skłonny. Mieszkam 3 rok. Byłem na warsztatach u Jarosława a projektantem jest Jacek. Wykonawcą jestem ja. Polecam ten system z uwagi na efekt wow u gości, lecz patrząc na pracochłonność i stosunek słoma-drewno poprosiłbym o pomoc w projektowaniu czegoś prostszego.

      Trzymam kciuki za dom który mam nadzieję da się ratować. Przesyłam ciepłe wsparcie w tym procesie.

      Adam

    • Panie Jacku, Panie Adamie, w środowisku naturalnych budowniczych tajemnicą poliszynela jest, kto był tu wykonawcą. Bardzo łatwo do tej informacji dotrzeć (proszę choćby przejrzeć komentarze pod tą rozmową). Inwestorka w tamtym momencie prawdopodobnie nie zdecydowała się na podawanie tych danych ze względu na planowaną sprawę w sądzie oraz zarzuty oczerniania ze strony stowarzyszenia.

      • Skoro nie możecie Państwo napisać kto projektował i budował ten feralny budynek to czy można w kontekście tej historii nie wymieniać mojego nazwiska? Nie mam z tą realizacją absolutnie nic wspólnego a po opublikowaniu tej historii już spotkałem się za atakiem jakiegoś analfabety, który nie potrafił ze zrozumieniem przeczytać powyższego tekstu. Współczuję inwestorce ale nie chcę ponosić odpowiedzialności za cudze błędy.

      • …w środowisku może tak, ale przyszli klienci też chcieli by wiedzieć kogo nie zatrudniać, więc przydało by się nazwisko , nazwa firmy. Chwalmy tych rzetelnych podając nazwiska i podawajmy nazwiska tych których nie polecamy, to nie jest karalne i nie potrzeba będzie sądów bo “rynek” czyli klienci ich zweryfikują.

        Sama bym chciała wiedzieć do kogo mogę się zwrócić o radę a w przyszłości być może o pomoc w budowie.

        Pozdrawiam

  6. Obiektywny pasjonat biobudownictwa

    Inwestorka powinna wejść na drogę sądową z wykonawcą.
    Uważam iż obarczanie odpowiedzialnością OSBNu nie jest na miejscu. Osobiście nie chciał bym żeby w zaistniałej sytuacji “rzeczoznawcą” był człowiek który zna się z wykonawcą. Moim zdaniem mógł by być delikatnie mówiąc nieobiektywny. W sumie nie dziwię się że OSBN odmówił pomocy w tej formie. Moim zdaniem lepiej by było skorzystać z usług niezależnego eksperta.
    Czy spotkaliscie się z sytuacją że inne stowarzyszenia biorą odpowiedzialność za czyny swoich członków?

    • Inwestorka skierowała sprawę do sądu, takie informacje otrzymaliśmy już jakiś czas temu. Niestety sądy zwykle nie działają zbyt szybko.

      A jeśli mowa o OSBN, to po kilku miesiącach podtrzymujemy to, co napisaliśmy w komentarzu.
      Czy umywanie rąk przez OSBN naprawdę jest w porządku w sytuacji, gdy na swojej stronie chwalą się, że zrzeszają profesjonalistów? Gdy jednak tak nie jest, inwestor ma prawo poczuć się oszukany.

  7. Stąd właśnie zrezygnowałem ze strawbale. Zdecydowanie bloczki z gliny lekkiej, wg W. Brzeskiego. Fakt, roboty sporo ? odporność takiego bloczka jest spora na warunki pogodowe. Wkrótce kanał na yt z produkcji bloczków, krok po kroku. Pozdrawiam

    • Szczerze podziwiamy, bo to mnóstwo roboty 🙂 I oczywiście powodzenia!

      Choć w tej sprawie problemem (albo raczej: jednym z problemów) nie jest taka czy inna technologia, a po prostu błędy. Te można popełnić w każdym przypadku.

  8. Czy mi sie tylko wydaje, czy też wykonawca (lub projektant) umieścił ten budynek na swojej stronie internetowej jako przykład (w domyśle udanej) realizacji?
    Czy może tylko przykład projektu, ale ze zdjęciami tego właśnie budynku?

    https://www.naturalnebudownictwo.pl/projekty-domow-ze-slomy-gliny projekt numer 7.

    • Tak, projekt ilustrowany jest tam najwyraźniej właśnie tą realizacją. Wskazują na to choćby sęki w podbitce dachowej.

      Brawo! Dobry byłby z Pana detektyw.

      • Cóż, tak z ciekawości (po przeczytaniu bloga Czarnej Bezki) przejrzałem, co mi pokaże wyszukiwarka (nie google, używam duckduckgo.com ).

        Niestety choć technologia jest fajna jest ciągle za mało rozpoznana/wypracowana. Mało jest praktyków z doświadczeniam. Źeby budować dobrze z glinosłomy trzeba to ogarniać samemu.

  9. Mi udalo sie wybudowac duzy dom z kosek slomianych bez konstrukcji nosnej. Mam duze doswiadczenie praktyczne, bo budowalem sam uczac sie wczesniej 5 lat tej technologii. Zapraszam do kontaktu, chetnie podziele sie bezinteresownie doswiadczeniem. Moj dom widac w galeriach na Facebooku pod Jacek Wawrzynowicz oraz na mojej stronie: http://www.eturno.pl

    Pozdrawiam.

  10. Niestety, takich historii jest mnóstwo 🙁 jak zaczynaliśmy budowę domu, byłam przerażona – na szczęście trafiliśmy na firmę JW Budownictwo, która okazała się uczciwa i pomocna

  11. Najlepiej budować z pustaka, czy innych gotowych bloczków. Nie są tak zdrowe jak słoma? A czy zdrowe są lata nerwów, straconej kasy, czasu?!

  12. Buduje, na raty, bez stęchlizny 😉 nie zrażajcie się 😉 wszystko się da 😉 trzeba chcieć, piszcie, pytajcie, pomogę ile wiem/mogę 😉 ja słomy nie zamienię za nic 😉

    • A czy podczas stawiania kolejnych kostek powinno się posypywać je suchym wapnem? Gdzieś coś takiego widziałam i zastawiam się czy tak powinno się robić?

      • Nie jest to powszechna praktyka. I niekoniecznie (nie zawsze?) potrzebna?

        Być może ktoś się bał, by w słomie nie zaległy się jakieś insekty, ale skoro słoma leży w stodole wiele miesięcy, czasem nawet więcej niż rok, zimuje w niej i nikt jej tam nie sypie wapnem, to po co sypać kostki na budowie, gdy zaraz powinny być otynkowane?

        Może Pani spytać tam, gdzie to widziała, dlaczego ktoś tak robił?

        • Takiej informacji udzielili mi znajomi, którzy budowali kilka lat temu ze słomy z małej kostki. Obecnie jesteśmy z mężem w trakcie budowy własnego domu z dużej kostki samonośnej, ściany już stoją, więc trochę za późno na takie przesypywanie wapnem, stąd moja ciekawość czy to wielki błąd, że tego nie zrobiliśmy.
          Mam tez pytanie o siatkę przeciw gryzoniom? Czy i jaką stosować?
          Czy zastosowanie siatki ocynkowanej o oczku 10x10mm grubości 0,8mm na wysokość np. 50cm ma sens?

          • Kwestia stosowania siatki to chyba po prostu kwestia wyboru. Jeśli ktoś będzie się czuł bezpieczniej z siatką i nie ma nic przeciwko metalowi w ścianie (są i tacy), to czemu nie? My jej nie używaliśmy i jak dotychczas (prawie trzy lata) żaden gryzoń w żadnym miejscu przez tynk się nie przegryzł. Ale mamy koty, które odstraszają myszy i nornice.

            A na pytanie, jaką siatkę stosować, może odpowiedzą już ci, którzy się na takie rozwiązanie zdecydowali 🙂

  13. za buzię i do Sądu wykonawcę!!! niech płaci za to co zniszczył kobiecie plus odszkodowanie za to,że nie mogła w tym domu zamieszkać,dodatkowo odszkodowanie za straty moralne,za upodlenie inwestora

  14. Również miałem styczność z jedną ekipą pod egidą OSBN, którą podnajmowałem na pewne prace związane ze słomą i tynkami. Niestety, także nie mogę powiedzieć zbyt wielu pozytywów. Właściwie musiałem być na bieżąco na budowie i kontrolować postęp prac. Nie wyobrażam sobie zostawienia tej ekipy na całe etapy robót. W technologii strawbale ważna jest staranność i dokładność, a tego niestety ta ekipa zupełnie nie posiadała, to byli bardziej młodzi fascynaci niż fachowcy, którzy chcieli robić szybko, by szły metry, a w tej technologii tak się nie da.
    Wiele prac przy moim domu robiłem sam i na dzień dzisiejszy stwierdzam definitywne, że jeśli ktoś się decyduje na dom strawbale a nie ma wyobraźni i podstawowego pojęcia o wykonastwie budowlanym, to lepiej niech sobie budowę domu strawbale odpuści.

  15. Witam. Tak czytam i wcale się nie dziwię o akcjach z wykonawcami bo w każdej dziedzinie pełno tych co się nie znają a robią. Moje pytanie jest jednak inne.. czytam cały czas o tynkach na tę słomę, płycie, glinie.. a ja mam pomysł taki.. deska świerkowa od wewnątrz.. słoma w środek i deska świerkowa od zewnątrz. Zastanawiam się jeszcze czy między deskę a słomę od wewnątrz nie należało by dać jakiejś membrany paroizolacyjnej? Dodam, że sam zbudowałem domek z drewna w podobnej technologii tylko w środek dałem wełnę więc pojęcia o budowaniu troszkę myślę mam ale potrzebuję zbudować coś większego. Dzięki za ewentualne podpowiedzi… Pozdrawiam

    • Kup książkę o budownictwie słomianym Gernota Minke (wydaną przez Cohabitat), i bedziesz wiedział jak to samemu zbudować. Jeśli masz taką możliwość, że zrobisz to sam, z pomocą rodziny czy znajomych to przy zachowaniu odpowiedniej staranności wszystko będzie OK. Polecam też stronę ubakus.de gdzie można sprawdzić różne przekroje ścian pod względem parametru U czy też miejsca gdzie wypada punkt rosy w ścianie.

  16. Witam, proszę o informację przed jakim wykonawcą należy się wystrzegać. Serdecznie dziękuję

  17. Suporexs może stać w wodzie parę lat .Postawienie budynku ze słomy wymaga doświadczenia paru pokoleń w danym rejonie, oraz systematycznej konserwacji i napraw. Jak piec kaflowy trzeba go co jakiś czas przemórować. Użycie płyty OSB powoduje że niemożna mówić o ekologi a raczej o naiwnej wierze . Dom o konstrukcji drewnianej z wypełnieniem słomom powinien być pokryty glinom i móc oddychać a najważniejsze powinna glina wyschnąć przed zimą.

    • I ta magiczna wiara o potrzebie oddychania ścian w narodzie niezaleznie od technologii. Glina sama z siebie reguluje swoją wilgotność. Słoma ma być zwyczajnie sucha jak pieprz w trakcie budowy. A ściany gliniane z zewnątrz chronione z zewnątrz przed deszczem. Wtedy i tynk wapienno betonowy ujdzie. A wnętrze zwyczajnie ma mieć sprawną wentylację

      • Ale co jeśli słoma nie będzie idealnie sucha albo woda dostanie się do środka ściany przez wadliwie położony parapet? Albo najpierw zostaną położone tynki zewnętrzne, a dopiero potem wewnętrzne (to częsta, choć niewskazana, praktyka – wynikająca z braku czasu i z chęci zabezpieczenia domu przed zimą).

        Nie można zakładać idealnych warunków pogodowych podczas budowy ani idealnych parametrów naturalnych materiałów. Warto, by jednak nadmiar wilgoci mógł zostać usunięty, co się nie uda przy tynku cementowo-wapiennym. Są pewne podstawowe zasady przy tynkowaniu domów słomiano-glinianych i nieużywanie powłok cementowych jest jedną z nich. Zob. np. https://www.strawbale.com/too-many-plaster-failures/Failure #2. A Twój komentarz jest zwyczajnie szkodliwy, bo możliwe, że na takich komentarzach uczył się wykonawca domu Czarnej Bezki.

  18. Takie sytuacje się dzieją jeżeli ktoś chce zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko…

    Niepotrzebnie ta technologia jest kojarzona z tanią technologią, ponieważ tania ona będzie wtedy jeżeli zrobimy to sami, lub jesteśmy inżynierami budownictwa i znamy prawa fizyki budowli oraz zarządzanie ludźmi na budowie. Natomiast jeżeli zlecamy to komuś – koszty i jakość wykonania wynikają ze stopnia opanowania technologii (której jak wiemy praktycznie nie ma, brak firm świadczących profesjonalnie usługi). Na pierwszy rzut widać, że prace zostały zlecone firmie która o tym nie ma pojęcia – przenoszenie wybiórczych rozwiązań z innych technologii skończyło się tak jak się skończyło… Oskarżanie organizacji z której się pozyskało kontakt do wykonawcy, jaki on by nie był – nie zapewniając przy tym nadzoru – to tylko i wyłącznie błąd inwestorski a nie wina nikogo innego a już na pewno nie wina technologii – jej tutaj akurat zabrakło, więc to nie wina technologii.

    Kobiety są dziwne, przed lustrem będą długo spoglądać na swoją kreację, doskonale wiedzą, kiedy jest ok a kiedy nie i że trzeba to poprawić i tyle czasu ile należy poświęcą żeby efekt był ok. Co się tyczy budowy domu, czyli często inwestycji rzędu kilkuset tysięcy złotych, decydują się zbyt szybko na konkretne rozwiązania, może dlatego że trzeba raczej cech męskich do takich konkretnych działań….

    Dla mnie to ignorancja, a na miejscu OSBN – pozwałbym za zniesławianie ich dobrego imienia, oraz za każde pejoratywne określenie w kierunku technologii o którą walczą i która przynosi im również korzyści.

  19. Nie ładnie panie Michale, nie ładnie…

  20. Co racja to racja. Można zjeść ciasto i go nie mieć 😛
    Na oszusta nie ma mocnych… Do pewnego momentu! Krytycznego zresztą… Skoro został polecony to jakieś “osiągnięcia” chyba w tym temacie miał?!
    Znajomy spędził kilkanaście lat w Niemczech na przebudowie i renowacji starych domów. W tym również glinianych. Wrócił do Polski i potwierdziło się jego zdanie na temat budowania w Polsce i partactwa z tym związanego. Szef stara się, by ogarnąć budowę i pracowników, ale gdy tylko jedzie, ci robią sobie przerwy oraz nie wykonują jego poleceń, co później odbija się na jakości pracy. Jeszcze gorzej jak szef nie ma pojęcia i mówi pracownikom co mają robić! Dodaj do tego krętactwo szefa i recepta na “sukces” gwarantowana.
    Znajomy odszedł od popularnego budownictwa i przerzucił się na budownictwo naturalne (ekologiczne), tzn. z gliny i słomy. Poznał technologię i z tego, co wiem to jego firma stawia domy w tej technologii na dolnym śląsku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.