Schnięcie glinianego tynku: biały meszek i kiełki

Gdy schnięcie glinianego tynku trwa za długo, na ścianach pojawia się biały meszek (pleśń) i wyrastają z niej kiełki. Co wtedy robić? I… czy w ogóle jest się czego bać?

Naturalne budowanie zwykle oznacza też bliski kontakt z naturą, czasem… zbyt bliski. Na przykład wtedy, gdy do naszego domu ze słomy i gliny wdziera się niepożądane życie.

I tym razem nie chodzi o myszy czy nornice, które w sierpniu i wrześniu schodzą z pól, by poszukać sobie ciepłego schronienia przed zimą. Jakiś czas temu pisaliśmy o podstawowych zasadach tynkowania gliną. Wiele z nich dotyczy pogody, na którą nie mamy najmniejszego wpływu. Jednak niekiedy nie możemy pozwolić sobie na czekanie na lepszą aurę. I po prostu kładziemy gliniany tynk. A czasem pogoda jest dobra i mimo że robimy wszystko, co w naszej mocy, by było dobrze, i tak wychodzą… biały meszek i zbożowe kiełki.

Ale czy na pewno to coś złego?

Kiełki żyta lub pszenicy

Idealna kostka słomy do budowy domu kłosów mieć nie będzie. Jednak świat idealny nie jest. Maszyny ścinające zboże, młócące kłosy i kostkujące słomę, którymi dysponują rolnicy, są różne. Na Mazowszu może raz trafiliśmy na kostki słomy, które kłosów – a w związku z tym i ziaren – już nie miały. W pozostałych balach od czasu do czasu zdarzały się pełne kłosy. I czasem te kłosy trafiały do tynków.

kiełki w glinianym tynku

Wilgotna glina to świetne środowisko dla ziarenek – mają ciemno, mokro i ciepło, więc kiełkują w niej jak szalone. Choćbyśmy nie wiem, jak mocno kochali przyrodę, nie można pozwolić im rosnąć. Kiełki żyta czy pszenicy trzeba po prostu wyrwać. Jeśli ktoś lubi, może je nawet zjeść. Jeśli nie usuniemy młodych roślinek z tynku, korzenie będą się rozprzestrzeniać i trochę go rozsadzać, co pożądane nie jest.

Roślinka i tak nie pożyje długo. Wkrótce tynk gliniany wyschnie i zabraknie jej wody do dalszego rozwoju. Wtedy jednak z twardej już ściany będzie nam trudniej usunąć wszystkie organiczne resztki. Lepiej zrobić to wcześniej.

Biały meszek, czyli… grzyb?

Pleśń na ścianie ze słomy… Brzmi strasznie, prawda? Jednak również i w tym przypadku absolutnie nie ma czym się martwić! Pojawianie się białego meszku to całkowicie naturalny, normalny i – uwaga – niegroźny proces.

schnięcie glinianego tynku - pleśń, grzyb, meszek

Zarodniki grzybów są wszędzie: w powietrzu i w słomie. Nie ma co się ich bać. Ogromna większość z nich nigdy nie dostanie szansy rozwinięcie się w pleśń. Jednak te ze słomy, które dostaną odrobinę wody i ciepła w tynku, próbują.

Można próbować pokonać je, zasmarowując mieszanką gliny z wodą. Takie „pomalowanie” schnącego tynku zajmuje trochę czasu. Na szczęście jest drugi, przyjemniejszy sposób: wystarczy poczekać, aż tynk wyschnie, a biały meszek w większości sam zniknie. Nieliczne resztki można delikatnie zetrzeć szmatką. Aczkolwiek nie jest to konieczne – kolejna, wykończeniowa warstwa tynku, do której zwykle nie dodaje się już słomianej sieczki (wyjątkiem mogą być np. pożądane przez właściciela efekty wizualne), i tak to wszystko przykryje.

O identycznym „problemie” podczas wysychania glinianej masy możecie przeczytać w książce o podłogach z ziemi Earthen Floors. A Modern Approach to an Ancient Practice (s. 151). Jej współautorka, Sukita Reay Crimmel, również zapewnia, że nie ma czym się martwić.

Opisywane w tym artykule zjawiska dotyczą tych warstw tynku, do których dodaje się słomianej sieczki. Ich bezpośrednią przyczyną jest długie schnięcie glinianego tynku. Czy to jednak problem? Jak widzicie, nie – o ile nie gonią nas żadne terminy związane z budową naturalnego domu.

Sposoby na zbyt długie schnięcie glinianego tynku

Gliniany tynk schnie od kilku dni do nawet trzech czy czterech tygodni – w zależności od grubości, warunków atmosferycznych i tego, gdzie został położony. Szczególnie dużo czasu zajmuje to glinie w narożnikach – tam, gdzie powietrze nie za bardzo ma ją jak owiać, a tym samym osuszyć.

W pewnym stopniu proces jego schnięcia można przyśpieszyć, na przykład w przypadku tynków wewnętrznych otworzyć wszystkie okna i drzwi, a w szczególnie wymagających miejscach postawić wiatrak czy osuszacz. Możliwe jednak, że kiełki i biały meszek i tak się wtedy pojawią. Przygotujcie się na to: jeśli ich nie będzie, to dobrze; jeśli się pojawią, to pierwsze wyrywamy, drugie same znikną, gdy tynk wyschnie całkowicie. I po kłopocie.

Rzeczywiste problemy z glinianym tynkiem

Kiełkujące ziarno czy biały meszek po prostu czasem się pojawiają. Nie wynika to z błędów osób tynkujących gliną. Nie oznacza to, że nigdy ich nie popełniają. O najczęstszych problemach związanych z tynkiem glinianym napisaliśmy gdzie indziej. Przeczytać o nich możecie po kliknięciu w powyższy odnośnik.

Chcesz wiedzieć więcej o glinianym tynku? Polub Siedem wierzb na Facebooku lub dołącz do naszego newslettera. Dzięki temu na pewno nie przegapisz następnych wpisów.

Oznacz Trwały odnośnik.

4 komentarze

  1. Może warto przemyśleć dodanie do gliny sody oczyszczonej, która niszczy grzyby/pleśń

    • Urszula Drabinska

      A zna Pan kogoś, kto dodał, i to się sprawdziło? Ile takiej sody trzeba by dodać? Jak to wpłynie na strukturę tynku?

      Na pewno do ostatniej warstwy wmieszamy odpowiednie dodatki, choć w niej też nie będzie problemu białego meszku – do niej nie będzie już dodawana słomiana sieczka.

  2. A czy można pozostawić wysłomowane ściany na jesień i zmimę, aby wiosną powrócić do ich tynkowania? Czy lepiej wykonać choćby wstępną obrzutkę?

    • Można wszystko, ale zdecydowanie nie polecamy zostawiać odsłoniętej słomy na zewnętrznej stronie ściany. Jesienią i zimą jest wilgotno i taka słoma może bardzo łatwo złapać za dużo wilgoci, nawet jeśli osłoni się ją plandekami i zapewni wentylację.

      Kiedyś pozostawiliśmy trochę kostek pod plandeką na zimę. Z wierzchu i po bokach w zasadzie wszystkie kostki były mniej lub bardziej zawilgocone (https://siedem-wierzb.pl/kostki-slomy-po-zimie-na-powietrzu/), na szczęście mogliśmy pozwolić sobie wtedy na przebieranie słomy). Innym razem u rolnika musieliśmy odrzucać wszystkie kostki ze sterty pod plandeką, które leżały na wierzchu – a wtedy padało tylko raz od ich zwiezienia z pola. Ze ścianami nie warto ryzykować, słomę trzeba zabezpieczyć przed warunkami atmosferycznymi.

      Obrzutka to minimum, sama schnie szybko, więc nie powinna być problemem (ale nawet wtedy plandeki do osłonięcia się przydadzą). A z dwojga złego – tynku z meszkiem i kiełkami czy zawilgoconej słomy – to ten meszek i kiełki o wiele, wiele lepsze i do zaradzenia. Zawilgocona ściana ze słomy natomiast nadaje się już raczej tylko do rozbiórki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.