W poszukiwaniu żył, czyli radiesteta na budowie domu

Czy radiesteta na budowie domu jest potrzebny? Odpowiedź zna autor książki Światy równoległe Łukasz Lamża, który przyjrzał się m.in. polskiemu różdżkarstwu.

Łukasz Lamża w książce Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze porusza wiele fascynujących tematów. Polecamy Wam jak najgoręcej lekturę całości. Jeśli mielibyście w najbliższym czasie mieli przeczytać jedną rzecz, niech to będzie właśnie ta publikacja Czarnego. Tutaj chcemy przybliżyć Wam tylko jeden fragment książki, związany z tematyką tej strony – rozdział o radiestezji (s. 130–140).

W części Radiestezja, czyli jak można zarabiać na życie kawałkiem patyka autor postanowił przyjrzeć się polskiemu rynkowi różdżkarskiemu. Chciał dowiedzieć się, jak przebiega badanie ziemi, czego tak właściwie szuka radiesteta na budowie domu. A następnie przedstawił naukowe podstawy.

Łukasz Lamża Światy równoległe - jeden z rozdziałów: radiesteta na budowie domu

Dziennikarz naukowy rozmawia z radiestetami

Autorowi książki czas poświęcili czterej różdżkarze. Oferowali głównie dwie usługi: diagnozę i terapię. Różnili się w wielu sprawach, zgadzali się w jednej: istnieją energie niewykrywane metodami naukowymi, a oni potrafią je odnotować i przekierować bądź zneutralizować tak, by nie szkodziły.

Jedni oferowali badanie różdżką, inni metalowym prętem. Korzystali też z tradycyjnych lub bardzo nowoczesnych wahadeł. Niektórzy proponowali kostkę odpromienną z tajemniczym, nie wiadomo jak działającym neutralizatorem, która zakopana przy ogrodzeniu działki zapewni ochronę domowi, a nawet huśtawce dla dziecka stojącej piętnaście metrów dalej, ale sąsiadowi stojącemu dwa metry od urządzenia – już nie.

Straszyli wieloma zagrożeniami, każdy innymi. Mowa była o uskokach, plamach czy próżniach energetyczne oraz węzłach siatki Hartmanna albo też szwajcarskiej. „Krótko mówiąc, co człowiek, to teoria” – podsumował Lamża. Poszczególne wizje odpytywanych osób były tak naprawdę podkręceniem jednej teorii – żył wodnych, leżących u źródeł radiestezji.

Co do ich istnienia zgadzali się wszyscy różdżkarze. Każdy był chętny zlokalizować je na działce, na której miał stanąć dom. Oczywiście za odpowiednią opłatą wynoszącą od około tysiąca złotych. Później mógł je, również odpłatnie, zneutralizować.

Jak radiesteci wyobrażają sobie źródło szkodliwych energii

A skąd, według radiestetów, się bierze zła energia tych podziemnych cieków wodnych? Niektórzy potrafili odpowiedzieć: generowana jest podczas tarcia wody o podłoże skalne. Powszechnie zwiemy ją… ciepłem. To o nim mowa? „Nie, to emisja promieniowania” – odpowiedziała rozmówczyni. Łukasz Lamża, który z fizyką jest więcej niż za pan brat, próbował to sobie uporządkować.

Początkowo staram się „uprawdopodobniać” sam dla siebie tę wizję, kombinując na bieżąco z tyłu głowy, jakie zjawiska mogłyby za to odpowiadać, jednak szybko zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki.

Tajemnicze promieniowanie żył wodnych, które nie jest ciepłem, mimo że na to wskazuje opis, natrafia na prąd jonowy wywoływany przez naelektryzowanie się powierzchni Ziemi wskutek zjawisk atmosferycznych. Głębinowe pole jonowe więzi promieniowanie i – nie wiadomo dlaczego – wypuszcza je potem na powierzchni. Jest to promieniowanie elektromagnetyczne o długości fali pięciuset nanometrów – tłumaczyła dalej radiestetka. Co na to fizyka?

Promieniowanie elektromagnetyczne o długości fali pięciuset nanometrów to po prostu… zielone światło. Takie nieszkodzące nam, zwyczajne światło. Tylko w tym przypadku w jakiś tajemniczy sposób jest niewidzialne. To właśnie ponoć promieniowanie geopatyczne lub geotyczne. Mierzą je skalą Bovisa, ale w jakich jednostkach, już nikt nie potrafił odpowiedzieć.

„(…) ktoś tych teorii po prostu nie domyślał do końca” – podsumowuje wszystkie rozmowy Łukasz Lamża. Jego rozmówcy ponadto od początku wychodzili z błędnego założenia, bo… żyły wodne zwyczajnie nie istnieją.

Różdżkarz nie znajdzie na działce żadnych żył

Nie da się znaleźć czegoś, czego nie ma. Choć żyłę wodną łatwo sobie wyobrazić: to płynący pod naszymi stopami, zagrażający nam strumień, to coś takiego w ogromnej większości przypadków nie ma prawa zaistnieć. Pokazuje to, jak bardzo wiele osób nie rozumie tego, co się dzieje z wodą pod powierzchnią gruntu.

Autor Światów równoległych opisuje to w bardzo przystępny sposób. Nie będziemy tu przytaczać całej opowieści – jeszcze raz zachęcamy do zapoznania się zarówno z omawianym rozdziałem, gdzie znajduje się wyjaśnienie tej kwestii, jak i całą książką.Tu w skrócie napiszemy jedynie, że w warunkach geologicznych, które panują w większości miejsc na Ziemi, istnienie takich namacalnych obiektów, jakich poszukują osoby z różdżkami czy wahadełkami, jest po prostu niemożliwe.

Czymś, co najbardziej przypominałoby „żyły wodne” radiestetów, są chyba studnie i kanały krasowe – wąskie przestrzenie wypełnione wodą, czasem płynącą. Osoba budująca sobie dom nad aktywnym obszarem krasowym ma jednak poważniejsze problemy niż promieniowanie geopatyczne…

W Polsce takie wyjątkowe warunki panują w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Ktoś buduje się nad jedną z ponad 1500 jaskiń? Wnioski są zatem jasne.

Radiesteta na budowie domu jest całkowicie zbędny

No chyba że chcemy wydać pieniądze na coś, co nie ma sensu, i dać zarobić komuś, kto nic prawdziwego o działce czy lokalizacji na niej domu nam nie powie. Przy podejmowaniu decyzji związanych z budową w konkretnym miejscu lepiej kierować się innymi wskazówkami, takimi choćby jak położenie względem kierunków świata czy możliwość doprowadzenia mediów.

Odpowiedź na pytanie, co nam da radiesteta na budowie domu, jest tylko jedna: nic. A jakie badania warto zrobić przed wbiciem pierwszej łopaty? Badania geologiczne gruntu – zwłaszcza wtedy, gdy nie wiemy, czy ktoś nie przekopywał działki, nie wysypywał tam ziemi, gruzu czy śmieci, a przede wszystkim nie zasypał jakiejś sadzawki, strumyka czy rowu. W takich przypadkach koszt zyskania pewności, że dom będzie stał stabilnie, opłaca się ponieść.

Ciekawy artykuł? Polub Siedem wierzb na Facebooku lub dołącz do naszego newslettera. Dzięki temu na pewno nie przegapisz następnych wpisów.

Oznacz Trwały odnośnik.

2 komentarze

  1. Kiedyś kopaliśmy studnię na plantacji. Przyjechało kilka firm specjistycznych, zostały wykopane 3 dziury i w żadnej nie było wody. W końcu jeden z „kopiących” przeszedł się po polu z gałązką i znalazł wodę. Wykopaliśmy studnię w tym miejscu i korzystamy z niej juz kilka lat. Gdybyśmy zrobili tak od razu zaoszczędzilibyśmy czas i pieniądze.

    • Polecamy lekturę książki – tej czy innych opowiadających o tym, jak działa nauka. Ani korelacja nie oznacza relacji przyczyno-skutkowej, ani jeden przypadek nie jest dowodem. No i kopanie studni to nie poszukiwanie żył wodnych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.