Kobieta na budowie, czyli w świecie szytym męską miarą

Budujemy dom we dwoje. Wielu panów kobieta na placu budowy dziwi. I żeby tylko się temu dziwili… Czy to na pewno dla niej miejsce? Nie zrobi sobie krzywdy?

Kobieta na budowie to konieczność!

Rok temu Marek napisał ważny tekst o potrzebnej obecności kobiet na budowach domów. Zgadzam się z nim w pełni: dom nie jest tylko dla mężczyzny, który go buduje[i]. To przecież ma być także jej dom, a by się tak stało nie może być tylko bierną obserwatorką i ewentualnie dekoratorką. Za dużo decyzji o kształcie, klimacie i charakterze domu podejmowanych jest wcześniej. I to nie tylko na etapie projektowania, w który raczej jest włączana, lecz także na samej budowie.

Sama nie zdawałam sobie sprawy, że zmian na etapie budowy będzie aż tyle – od przeniesienia okien dachowych przez przesunięcie framugi drzwi po umieszczenie włączników światła. W przypadku domu ze ścianami ze słomy ponadto dość wcześnie, jeszcze przed tynkowaniem, trzeba na przykład zdecydować, gdzie będą wisieć szafki. Przy ogrzewaniu podłogowym zawczasu warto zaś pomyśleć, gdzie będą stały ciężkie, ograniczające ciepłe powietrze meble, przy ściennym – gdzie znajdą się umywalka, łóżko, biurko… O modyfikacjach względem projektu, które poczyniliśmy – zmuszeni bądź dobrowolnie – jeszcze kiedyś opowiemy. W każdym razie: sporo tego wszystkiego było. I to wszystko miałabym zrzucić na mężczyznę, a potem żyć na co dzień z czasami może miłymi, ale bywa też, że trochę uciążliwymi konsekwencjami tylko jego decyzji?

Niedoczekanie. Nie wyobrażam sobie przyjścia na budowę, gdy dom jest w stanie deweloperskim, a moim zadaniem byłby wybór kolorów ścian czy sposób wykończenia podłogi. Co dwie głowy, to nie jedna. I te dwie głowy (lub więcej głów) przyszłych mieszkańców powinny wspólnie zdecydować, jakie rozwiązanie będzie dla nich najlepsze.

Jak się czuje kobieta na budowie?

Gdy wyjaśniliśmy sobie podstawy, warto zastanowić się, dlaczego – mimo tych oczywistości – kobiet na budowach domów jest wciąż dość mało. Przyczyną tego stanu rzeczy może być jej samopoczucie.

Kobieta na budowie nierzadko nie czuje się najlepiej. Niezbyt swobodnie, zbyt niepewnie. Jak uczennica, której kompetencje czy umiejętności w każdej chwili może ktoś podważyć.

Oczywiście nie wszędzie tak jest, ale zwykle, żeby było przynajmniej akceptowalnie, trzeba się trochę wysilić. Aczkolwiek nie oszukujmy się, tylko nieliczni w ogóle o tym myślą i starają się tworzyć przyjazną przestrzeń dla kobiet na budowie. Dzięki im za to!

Inaczej u siebie, inaczej w pracy

Nawet na własnej budowie nie zawsze bywa w porządku. Wciąż jeszcze czasem pojawia się taki wykonawca czy dostawca, który kobiety nie posłucha, „bo ona tam może wiedzieć?”. Ba! Nawet jej na budowie nie zauważy i potraktuje jak powietrze.

Jednak o ile bardzo krzywych akcji da się uniknąć u siebie, na przykład poprzez staranny wybór podwykonawców, a czasem nawet ustawienie co po niektórych do pionu, o tyle gorzej bywa ogólnie w branży budowlanej.

Atmosfera na budowie nie raz sprawia, że kobiety zbyt często same dochodzą do wniosku, że to nie jest miejsce dla nich. A przydałyby się tam bardzo. Serio. I wcale nie są mniej zdolne, niezgrabne, słabsze, mniej wykwalifikowane do wykonywania budowlanych prac. Serio. A oto dlaczego…

Kobiety na budowy, ale… budowy nie dla kobiet?

Możemy być niższe, mieć mniejsze dłonie, krótsze nogi, inaczej rozłożoną tkankę tłuszczową i mięśnie, ale to nie znaczy, że jesteśmy gorsze. A często jesteśmy tak postrzegane: małe, nieporadne, lepiej, żeby nie dotykały narzędzi, bo jeszcze sobie krzywdę zrobią…

A czy ktoś z Was pomyślał kiedyś, że to nie nasza wina, a… narzędzi i maszyn, które projektowane są – czy kogoś to dziwi? – dla przeciętnego mężczyzny, ważącego 70 kg, mierzącego 175 cm. Czyli dla osoby wyższej, większej, dysponującego zwykle większą siłą niż przeciętna kobieta. To z tego względu kobieta na budowie już na wstępie ma trudniej.

Niebezpieczne narzędzia budowlane

Teoretycznie narzędzia nie mają płci, nie opatruje się ich, jak ubrań, etykietkami „dla mężczyzn” i „dla kobiet”. Problem w tym, że płeć wpisana jest już w nie na etapie projektowania. Są projektowane tak, by mężczyźnie wygodnie było je przenieść i ich używać.

Takim sposobem uzyskujemy narzędzia, które są ciężkie albo za długie, źle wyważone narzędzia ręczne, uchwyty czy rękojeści o niewłaściwym rozmiarze albo rozmieszczeniu (dłonie kobiet są średnio o 2 cm krótsze niż męskie) oraz za ciężki lub zbyt trudny w obsłudze sprzęt zmechanizowany (na przykład pedały w traktorach umieszczone za daleko od fotela).
Caroline Criado Perez, Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn, przeł. Anna Sak, Karakter, Kraków 2020, s. 156.

Jeśli następnym razem zobaczycie jakąś dziewczynę na budowie, która sobie z czymś nie radzi, pamiętajcie, że to może nie być jej wina. Nie jest mniej zdolna ani zręczna. Prawdopodobnie nie jest też gapowata czy niezdarna. Jak wskazuje Caroline Criado Perez na tej samej stronie książki Niewidzialne kobiety, projektowanie rzeczy dla mężczyzn prowadzi do częstszych urazów u kobiet, a czasem nawet do trwałej utraty przez nie zdrowia.

[…] przyczyn – przynajmniej części, jeśli nie wszystkich – wyższych odsetków obrażeń ciała wśród kobiet można upatrywać w fakcie, że „standardowy” sprzęt używany na placach budowy zaprojektowano dla mężczyzn.
Tamże, s. 156.

Niewystarczająca ochrona innych ciał

My, kobiety, często nawet nie wiemy, że coś jest do nas niedopasowane i prosimy się kontuzję. Możemy zrobić sobie krzywdę nie przez brak talentu czy zdolności, tylko przez źle zaprojektowany świat – świat zaprojektowany tylko dla, mniej więcej, połowy jego ludzkich mieszkańców.

Myli się ten, kto będzie trwał w uporze i sądził, że więcej urazów o niczym nie świadczy, bo są przecież kaski, rękawice, gogle i te wszystkie inne środki ochrony indywidualnej. Problem z projektowaniem nie dotyczy bowiem tylko narzędzi.

Źle dopasowana odzież ochronna utrudnia kobietom pracę i, paradoksalnie, sama może stanowić zagrożenie.
Tamże, s. 162.

Jak to jest z tą odzieżą ochronną, przekonałam się – dosłownie – na własnej skórze.

Kobieta na budowie szuka rękawic ochronnych

Jak już zaznaczono wcześniej, kobiety mają mniejsze dłonie od mężczyzn. I to już może sprawiać kłopot na budowie domu.

Trudno jest bowiem dostać odpowiednie, solidne, przylegające do dłoni rękawice, zapewniające dobry chwyt, w rozmiarze 6 lub 7. Nawet w dużym stacjonarnym markecie to w zasadzie niemożliwe. Oczywiście w tym samym sklepie jest mnóstwo rękawiczek ogrodniczych w tych rozmiarach. Widać panie nadają się do prac w ogrodzie, ale do trzymania szlifierki już tak mniej…

Warto przy tym zaznaczyć, że kobiety to nie są po prostu mniejsi mężczyźni. Ubrania ochronne, kombinezony robocze itp. dla nich nie powinny być takie same jak dla mężczyzn, tylko mniejsze. Dotyczy to też na przykład uprzęży alpinistycznych. Kobiety mają inny rozkład tkanki tłuszczowej, inaczej zbudowaną miednicę i uprząż unisex, tylko w mniejszym rozmiarze, nie będzie ich w razie czego chronić tak jak panów.

Kobiet nie dostrzega się podczas projektowania produktów z branży budowlanej czy usług związanych z mieszkalnictwem. Więcej przykładów niedostrzegania kobiet, nie tylko na budowie, zebrała Caroline Criado Perez. Zainteresowanych odsyłam do wspomnianej już książki.

Brak kobiet na budowie nie dziwi samych kobiet

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że wiele kobiet – na szczęście nie wszystkie – zastany porządek uznaje za normalniejszy w świecie. Mężczyzna buduje dom i może jeszcze posadzi obok niego drzewo, kobieta urządza, sprząta, gotuje i zajmuje się dziećmi.

Niektóre panie bardzo mocno wbudowały w siebie przekonanie, że się nie nadają do tego czy tamtego. Z niezwykłą stanowczością mówią: „Dom? Ja to bym nawet budy dla psa nie zbudowała”. Nie i już. I nieważne, że nawet za tę budę nie próbowała nigdy się zabrać. A przecież planować każdy umie, postawić coś z klocków czy piasku na plaży również, każdy mniej więcej wie, co powinna mieć buda, więc skąd takie mocne „nie”?

Drogie panie, więcej wiary w siebie, nie tylko z okazji Dnia Kobiet! Jeśli gdzieś, na przykład na budowie, nie czujecie się pewnie, wiedzcie, że to prawdopodobnie nie jest kwestia Waszych umiejętności. To świat bardzo często nie jest skrojony na Waszą miarę i, co więcej, usilnie – i niesłusznie – próbuje zrzucić winę na Was.

kobieta na budowie domu ze słomy i gliny
Ja na budowie naszego domu ze słomy i gliny. Łom (ani pierwsza warstwa tynku glinianego) mi nie straszne

Dopisek na marginesie

[i] Nie jest tym bardziej dla ekipy, której zleca się czasem jego wybudowanie. Jednak projektowanie i budowanie samemu a bycie inwestorem to temat, który zostawimy już na inny raz.

Ciekawy artykuł? Polub Siedem wierzb na Facebooku lub dołącz do naszego newslettera. Dzięki temu na pewno nie przegapisz następnych wpisów.

Oznacz Trwały odnośnik.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.