Drewniana ścieżka do domu (fotoreportaż z budowy)

Zamiast betonowej kostki, nieprzepuszczalnych płytek czy wylewki proponujemy chodnik z drewna. Zobaczcie, jak powstawała nasza drewniana ścieżka.

Drewniana ścieżka ma wiele zalet. Przede wszystkim pasuje do domu z naturalnych materiałów, takich jak słoma i glina. Jednak ładnie może się prezentować także w każdym ogrodzie – również takim przy domu wybudowanym w jednej z bardziej popularnych technologii.

Zachęcamy do rozważenia jej budowy zamiast tworzenia wokół domu kolejnej nieprzepuszczalnej powierzchni.

Dlaczego drewniana ścieżka, a nie zwykły betonowy chodnik?

Beton nie przepuszcza wody. W przypadku silnych intensywnych deszczów – a tych w związku z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi doświadczać będziemy coraz więcej – zabetonowany grunt nie ma jak przyjąć wody. Nie gromadzi jej na suchsze czasy. Woda jest odprowadzana do kanalizacji czy rzeczki, które często nie są w stanie jej przyjąć i niejednokrotnie dochodzi do podtopień.

Z nieprzepuszczalnych powierzchni szybko odprowadzamy wodę z miejsca opadu. Spływa ona do rzek i potem do morza. W ten sposób tracimy cenną słodką wodę. Powinniśmy zatrzymywać ją na miejscu, a nie dokładać się jeszcze do suszy. I powinniśmy dbać o zasoby wody.

Pokazujemy, że chodnik z drewna wcale nie tak trudno zrobić samemu. Gotowi na instrukcję krok po kroku? No to zaczynamy!

drewniana ścieżka, naturalnie kręta

Skąd pozyskać materiał na drewniany chodnik?

Przyznajemy – to może być największa przeszkoda w tworzeniu naturalnego chodnika. Szkoda wykorzystywać na niego pełnowartościowe drewno. I taki materiał byłby z pewnością droższy.

Nam się trochę poszczęściło. Zdobyliśmy pieńki z wycinki drzew pod deweloperkę. Firma budowlana posłałaby je pewnie do pieca. Były to głównie gałęzie dębu, dosłownie kilka konarów olchy i trochę brzozy. Z wykorzystania tej ostatniej zrezygnowaliśmy ze względu na słabą strukturę.

pocięte pieńki, ule, zieleń, czarny bez, maj, wierzba
Kawałki dębu czekają na swój czas. Obsuszały się tak co najmniej dwa lata

Przygotowanie drewna na ścieżkę

Drewno musi być suche. Zanim zabraliśmy się za kładzenie chodnika, poleżało u nas dwa czy nawet trzy lata. Po takim czasie pieńki zostały pocięte na odpowiednie, około dwudziestocentymetrowe kawałki, okorowane i zabezpieczone ze wszystkich stron pokostem lnianym.

Jeśli zdecydujecie się na zabezpieczenia drewna jakimś innym środkiem, pamiętajcie, by nie tworzył nieprzepuszczalnej powłoki (jak np. lakiery) oraz by był dopuszczony do kontaktu z glebą.

pienki zabezpieczane pokostem lnianym
Pieńki na chodnik z drewna pomalowane zostały pokostem lnianym co najmniej dwa razy z każdej strony

Pierwsza drewniana ścieżka w szklarni

Żeby sprawdzić, czy taka drewniana ścieżka w ogóle ma sens – czy nie będzie się rozsuwać, wypaczać, za szybko niszczeć, rok wcześniej ułożyliśmy mniejszą (o szerokości 40 cm) w szklarni. Dzięki temu po jakimś czasie wiedzieliśmy już, co trzeba zrobić trochę inaczej.

Jeśli macie w ogrodzie miejsce, w którym moglibyście wykonać podobną próbę, skorzystajcie z tego. Albo po prostu uważnie czytajcie dalej, by nie pominąć żadnych ważnych szczegółów.

chodnik z drewna w szklarni
Nasza pierwsza drewniana ścieżka. Kładzenie tego naturalnego bruku testowaliśmy w szklarni

Wytyczenie chodnika

Trasę można wyznaczyć od linijki. Jednak w naturze mało jest linii prostych, ona woli krągłości. Zatem i my zrobiliśmy inaczej.

Nasza drewniana ścieżka została poprowadzona tędy, którędy od powstania konstrukcji drewnianej domu chodziliśmy – od przyszłej furtki do kamiennych schodów.

ścieżka z drewna - zarys jej przebiegu
Wyznaczenie, którędy będzie wiodła ścieżka. A raczej podążanie za tym, co już się samo wydeptało

Furtka będzie niemal na wprost głównych drzwi, ale po drodze rosną wierzba, czeremcha, dąb. Nikt, kto nie jest do tego specjalnie zmuszony, nie przechodzi zbyt blisko nich – stąd pierwszy łuk. Drugie zakole to niejako odbicie po pierwszym. I tak oto zarysował się kształt całości.

Wykopanie korytka pod ścieżkę

Gdy granice mamy wyznaczone, przystępujemy do kopania. Dół powinien mieć co najmniej 20 cm więcej niż wysokość pieńków.

wykop pod drewniany chodnik
Może się wydawać, że nie kopaliśmy głęboko pod drewniany chodnik, ale piasku dosypywać trzeba było potem co niemiara

Lepiej wkopać trochę głębiej niż płycej. Powody są dwa. Po pierwsze dobrze, by pieńki nie stykały się z glebą – humusem pełnym różnych żyjątek, które przyśpieszałyby jego rozkład. Po drugie pod drewnem, by sprawnie odprowadzać wodę, musimy położyć jeszcze warstwę przepuszczalną, którą woda będzie spływać w dół. O niej więcej za chwilę.

Ustawienie granic

By pieńki się nie rozchodziły na boki, nie luzowały, coś musi trzymać całą drewnianą ścieżkę w ryzach.

Dół przezornie wykopaliśmy po 3–4 cm szerszy z każdej strony i jako blokadę wykorzystaliśmy deski odzyskane po rozbiórce wychodka. Wcześniej służyły jako szalunek na jeszcze innej budowie. Być może służyły komuś jeszcze przed tą pracą. W każdym razie daliśmy im co najmniej trzecie życie. Tym razem już pewnie ostatnie.

drewniana ścieżka - wykop pod nią oraz blokada brzegów
Warstwa przepuszczalna drewnianej ścieżki oraz pierwsze blokady po obu bokach

Tym zdjęciem płynnie przechodzimy do kolejnego etapu – deski graniczne wymagały od razu wsparcia piaskiem od strony ścieżki.

Wysypanie i ubicie piasku

Jak się szybko okazało, piasku sypaliśmy tyle, że na tych deskach, które widzicie powyżej, musieliśmy ustawić drugie, by w ogóle dotykały położonych wyżej pieńków. Zdecydowaliśmy się na sam piasek, bez żadnej warstwy nośnej oraz powierzchni utwardzonej powyżej. Pierwsza nie jest nam potrzebna dlatego, że ścieżka nie będzie specjalnie obciążana, ma wystarczyć do przejścia po niej kilka razy dziennie. Druga – powierzchnia utwardzona – w przypadku sporych pieńków też wydaje się zbędna, gdyż one same, głęboko osadzone, stabilizują ścieżkę.

Jeśli jednak potrzebujecie większej stabilizacji, bo kładziecie dróżkę, która będzie intensywniej użytkowana, lub na przykład podjazd dla samochodu, albo też będziecie mieć niższe pieńki, zechcecie położyć krążki drewna czy bruk drewniany, warstw powinno być więcej. Na gruncie rodzimym powinny znaleźć się – wymieniamy od dołu – warstwa przepuszczalna (piasek), warstwa nośna (kruszywo), znów warstwa przepuszczalna (piasek, tłuczeń) i dopiero wybrane wykończenie chodnika (powierzchnia utwardzona).

My po prosty wysypaliśmy 20–30 cm piasku, wystawiliśmy go na deszcz (taki zamiennik zlania wodą) i ubiliśmy.

wstępne poziomowanie warstwy przepuszczalnej
Piasek pod naturalny chodnik ubity, sprawdzamy poziom ścieżki

Układanie drewnianych pieńków

Dużo tych przygotowań, co? Ale wreszcie młotek w ruch!

Drewniana ścieżka powstaje trochę jak układanka – trzeba po prostu znaleźć część, która teraz będzie pasować. Ustawić pieniek wstępnie, podsypać pod niego trochę piasku, jeśli jest go za mało, albo zabrać trochę, gdy za dużo, wypozycjonować drewno i uderzać. Konieczny jest do tego gumowy młotek. Bardzo dobrze sprawdza się taki do zbijania drewnianych klepek na pióro – wpust.

układanie drewnianej ścieżki z pieńków
Drewniana ścieżka wreszcie zaczyna nabierać kształtów. Nieregularności drewna jak najmilej widzialne

Do układania drewnianego chodnika przydają się pieńki o bardzo różnych średnicach. Często bardzo pożądane były również te o nieregularnych kształtach, na przykład trochę spłaszczone lub z jakimiś wypustkami. Ważne, by nie rozszerzały w dół, bo trudniej je wtedy obok siebie układać.

Drewniana ścieżka vs korzenie drzew

Z drzewami rosnącymi równolegle do granicy działki to było łatwe do przewidzenia – podczas kopania korytka na drewniany chodnik w dwóch miejscach natrafiliśmy na korzenie wierzb.

korzenie w wykopie pod chodnik
Korzenie to nie problem przy pracach wokół domu. Naprawdę nie trzeba od razu ich wycinać

Początkowo myśleliśmy, że małe pieńki wstawimy pomiędzy nie. Gdy doszliśmy do tego miejsca okazało się, że jesteśmy niemal powyżej nich. Jak do tego doszło? Czyżbyśmy nie wyznaczyli poziomu całego chodnika od schodów do furtki? – ktoś może spytać. Ano nie. Nie zapomnieliśmy o tym, ale po prostu nie potrzebowaliśmy tego. Ale o tym więcej za chwilę. Na razie wróćmy do korzeni.

Zawinęliśmy je w siatkę jutową, aby uniknąć uszkodzeń mechanicznych podczas układania ścieżki i by nie obsychały. Podsypaliśmy je piaskiem i ułożyliśmy na nich trochę niższe niż w innych miejscach pieńki. Ich znalezienie nie było problemem, bo drewna nie cięliśmy pod jeden wymiar, lecz by nie mieć odpadów. W tych miejscach nie wbijaliśmy mocno drewna w głąb, jedynie ustabilizowaliśmy je w piasku.

korzenie przygotowane pod drewniany chodnik
Opatulone, przygotowane do ułożenia drewnianej ścieżki korzenie którejś z wierzb

Ochrona korzeni drzew podczas prac budowlanych to w ogóle bardzo ciekawa sprawa. Kiedyś opowiemy o tym więcej, bo omijaliśmy je także przy kładzeniu rurki gazowej i przewodu doprowadzającego prąd. Naprawdę nie trzeba ich przerywać, podcinać czy przerywać.

Poprawki wysokości drewnianej ścieżki

Gdy już wiedzieliśmy, na jakiej wysokości będą pieńki w okolicach korzeni, poszaleliśmy. Uznaliśmy, że tuż za pierwszą przeszkodą jesteśmy trochę za wysoko i zdecydowaliśmy się na poprawki. Jak duże? Cóż, zobaczcie sami na poniższym zdjęciu.

układanie drewnianych pieńków - poprawki
Nie, jednak trochę za wysoko. Obniżamy drewnianą ścieżkę!

Choć podczas prac używaliśmy poziomicy, od początku nie trzymaliśmy się linii prostych również w tym wymiarze. Ścieżka to opada, to unosi się bardzo delikatnie. Po minięciu korzeni dopracowaliśmy wysokość ścieżki na ostatnim odcinku.

Czy to „bujanie” da się czuć? Jeśli mowa o komforcie chodzenia, zdecydowanie nie. Nie potkniecie się o nic, nie przewrócicie. Pieńki względem siebie zostały wyrównane z dużą starannością. Na pewnych fragmentach nogi jednak mogą nieść Was jednak jakby trochę szybciej… My czujemy te fale, bo wiemy, z jakim zamysłem nasza drewniana ścieżka została zaprojektowana, ale pewnie nawet nie każdy to zauważy.

Prace wykończeniowe przy pieńkach

Gdy wszystkie pieńki znalazły się już na swoim miejscu, potrzebne było następne kilka taczek piasku do zasypania przestrzeni między nimi. Sypaliśmy więc, ubijaliśmy kijkami i paluchami, dosypywaliśmy.

Ukrycia w ziemi wymagały też boczne belki oraz ostatnia – na końcu ścieżki od strony furtki. Potem jeszcze miotła w ruch, by wszystkie niesforne ziarna piasku pozmiatać do ostatnich szczelin, jeszcze jedno malowanie pokostem lnianym…

drewniana ścieżka zasypana piaskiem i jeszcze raz olejowana
Bruk zasypany piaskiem i jeszcze raz zabezpieczany pokostem lnianym

…i drewniana ścieżka gotowa!

gotowy drewniany chodnik (i pies)
Chodnik z drewna i pies. Nasze czworonogi szybko przyzwyczaiły się do tego naturalnego wybiegu

Niezmienna drewniana ścieżka na lata?

Drewno jest materiałem naturalnym, można dobrze zabezpieczyć nawet to, które będzie miało styczność z ziemią, można o drewniany chodnik dbać, ale warto uświadomić sobie, że nie zawsze będzie taki sam.

Inaczej będzie wyglądał pod dachem (na przykład w szklarni), gdzie nigdy nie pada i narażony jest na pył i zszarzenie, inaczej będzie prezentował się po deszczu, gdy intensywnie zaprezentuje wszystkie swoje barwy. Jeszcze inne kolory przyjmie w suchych okresach. Piasek spomiędzy pieńków zawsze trochę będzie się rozsypywał… Drewniana ścieżka będzie się zmieniać. Zabezpieczona pokostem lnianym będzie pewnie z czasem tracić kolor, co parę lat trzeba ją będzie konserwować. Ten czy tamten pieniek może zacząć nadgryzać czas. Ale dla nas nadal będzie piękna.

Tak wyglądała po kilku miesiącach:

drewniana ścieżka

Ciekawy artykuł? Polub Siedem wierzb na Facebooku lub dołącz do naszego newslettera. Dzięki temu na pewno nie przegapisz następnych wartościowych wpisów.

Oznacz Trwały odnośnik.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.