Smutna historia budowy domu ze słomy – rozmowa z Kasią (Czarną Bezką)

Budować miał polecany, doświadczony profesjonalista, z kilkoma słomianymi domami na koncie – opowiada zawiedziona inwestorka. Pytamy, co poszło nie tak.

rozbieranie ściany ze słomy wykonanej przez członka OSBN

Dlaczego dom ze słomy?

Z technologią budowy domu ze słomy, jako ekologicznym materiałem, zetknęłam się już w 2012 roku. Już nie pamiętam, jak dowiedziałam się o tej technologii. Od zawsze jestem „ekologiczna” i to nie tylko ideowo, ale też praktycznie, w jak największym stopniu mogę. Wtedy odkryłam dom w Lubli – jeden z pierwszych słomianych domów w Polsce, a ponieważ czasem bywałam na Podkarpaciu, nawet wstępnie umówiłam się na zwiedzanie. Wtedy ze zwiedzania tego domu nic nie wyszło, ale i tak odwiedziłam ten dom dwa lata później, w 2014 roku.

Decyzje o budowie domu podjęłam pod koniec 2013 roku i dokładnie wiedziałam, że ma być ekologiczny i nie chcę domu z betonu.

Przygotowywałaś się jakoś do tej budowy?

Latem 2014 roku intensywnie uczyłam się „słomy” na wszelkich możliwych warsztatach, jakie udało mi się znaleźć. Byłam u pana Brzeskiego, który opracował technologię bloczków słomiano-glinianych. Byłam w Pryszczowej Górze na warsztatach permakulturowo-budowlanych u Andrzeja i Moniki i wtedy mieszkałam w czysto słomianej jurcie, nawet nieotynkowanej. Tynkowaliśmy też gliną drugą jurtę, już oszkloną i większą. Tego samego lata byłam też na warsztatach budowlanych u pana Świderskiego. Na Podkarpaciu budowaliśmy słomianą kopułę. Ja głównie podawałam kostki słomy i upychałam słomą nieszczelności pomiędzy kostkami. Ale sporo pytałam i sporo rozmawialiśmy na temat budowy ze słomy. Musiałam wyjechać z warsztatów po tygodniu i w zasadzie cieszyłam się, że znalazłam wykonawcę. Projektantem miał być pan Gałąska.

Ostatecznie jednak nie skorzystałaś ani z usług tego wykonawcy, ani architekta…

Pewnego wieczoru zadzwonił Dominik, przyjaciel właścicieli kopuły, który na budowie był od początku i dzień w dzień pomagał przez całą budowę, z ostrzeżeniem przed panem Świderskim. Na budowie prawie doszło do katastrofy – nastąpiło tąpnięcie konstrukcji drewnianej, podpór okna i drzwi, a pan Świderski nie wziął za to odpowiedzialności i po prostu uciekł, zostawiając gospodarzy samych sobie. To był dom na zgłoszenie, a nie z pozwoleniem na budowę.

Rozważałam też inne technologie, nie tylko ze słomy: z bloczków słomiano-glinianych, gliny lekkiej w szalunku, budowę domu drewnianego z bali. Z każdą z tej technologii zapoznałam się jak najdokładniej, na tyle, na ile mogłam. Domy z bali, żeby mogły spełniać wymagania izolacyjności cieplnej, muszą być ocieplone wewnątrz wełną mineralną. Czasem uszczelnienia się bale pianką poliuretanową, a poddasze – pianką PUR. Widziałam kilka takich domów. Ocieplenie wykonuje się w maskach przeciwgazowych. Jak taki dom ma być ekologiczny?

Gliny lekkiej i bloczków słomiano-glinianych też się „nauczyłam” i liczyłam wiele razy wartości współczynnika przenikania ciepła U dla wielu wariantów gliny lekkiej (o rożnym ciężarze właściwym) i bloczków słomiano-glinianych. Niestety te wartości U zawsze były gorsze niż dla słomy [trudno się nie zgodzić – polecamy obszerne wyliczenia U dla wspomnianych naturalnych technologii, a także dla technologii tradycyjnych – przyp. red.]. Rozważałam też budowę domu z keramzytu lub dodawania do gliny ciężkiej keramzytu i za każdym razem wychodziło, że musiałoby być dodatkowe ocieplenie. Napisałam nawet do profesora Gernota Minkego z moimi wątpliwościami i zapytałam, jaki wariant domu w warunkach klimatycznych Polski – zbliżonych do warunków niemieckich – on by wybrał. Odpowiedź profesora Minkego była jednoznaczna – dom ze słomy.

Technologia zatem została wybrana. Jak potem przebiegało szukanie wykonawcy?

Pan Świderski odpadł na wstępie. Na rynku i na stronach Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Budownictwa Naturalnego (OSBN) zdecydowanie więcej było architektów niż wykonawców. Moją literaturą obowiązkową była właśnie ta strona oraz webinary Cohabitatu. Poszukiwałam też domów, które do tej pory wybudowano – tych prezentowanych na stronie OSBN. Odwiedziłam jeszcze jeden dom w technologii słomy – dom w Jordanowie. Wykonawca – Świderski. Szukałam też kontaktu do innych właścicieli domów słomianych, nie zawsze było to możliwe, bo np. właściciele mieszkali za granicą. Czytałam też bardzo intensywnie forum Cohabitatu, jeszcze w starej formie.

Kryteria wyboru wykonawcy były proste: miał to być profesjonalista z doświadczeniem, czyli budowlaniec z prawdziwego zdarzenia, który już wybudował kilka słomianych domów. No i jeszcze polecenie przez poprzedniego inwestora. Rozmawiałam z tymi wykonawcami, których udało mi się znaleźć. Ważne było też to, żeby wykonawca nie był z drugiego końca Polski. W moim bezpośrednim sąsiedztwie nie znalazłam żadnego.

Współpracowałam też początkowo z projektantem, który nie miał wykonawcy.

Wreszcie na stronie OSBN znalazłam wykonawcę, który spełniał moje kryteria: absolwent budownictwa na Politechnice, wybudował kilka domów ze słomy, miał prawdziwą firmę budowlaną, firma zajmowała się równocześnie projektowaniem, no i był to profesjonalista polecany przez OSBN. Teraz wiem, że związki OSBN z profesjonalizmem bywają raczej luźne, nawet bardzo. Rozmawiałam także z poprzednimi inwestorami, u których ta firma budowała. Ogólnie byli zadowoleni, tynki zewnętrzne popękały, ale firma kilkukrotnie przyjeżdżała je naprawiać.

Brzmi, jakbyś bardzo starannie przygotowywała się do tej budowy. Co poszło nie tak?

Na początku wszystko było OK. A kontakt z wykonawcą nawiązałam dużo wcześniej, około trzy lata przed budową. Mejlowo zadawałam pytania – pytałam o kostki, o projekt budowlany itd. Na pierwsze spotkanie – na działkę, przyjechał szef firmy z młodym architektem. Potem się okazało, że projekt budowlany, jako architekt z uprawnieniami budowlanymi, podpisuje pani ponadsiedemdziesięcioletnia.

Uzgodniliśmy termin rozpoczęcia budowy, kosztorys itd. Fundamenty wykonałam z lokalną firmą, po czym weszła firma wykonawcy i w błyskawicznym tempie wykonała konstrukcję drewnianą i pokryła dach membraną. Drewno dostarczyłam ja ściśle według wyliczeń wykonawcy. Okazało się, że tego drewna dużo zostało, a było to drewno z certyfikatem C24.

To wtedy zaczęły się problemy?

Po wykonaniu konstrukcji firma wyjechała, chociaż miała wykonywać pokrycie dachowe. Pretekstem był brak dachówki. Dachówka została zamówiona dużo wcześniej, miała przyjechać we wtorek, niestety w piątek firma zwinęła manatki. A uzgodniliśmy z wykonawcą noclegi na miesiąc, parokrotnie się jeszcze dopytywałam, czy na pewno na tak długo, i za każdym razem wykonawca potwierdzał – na miesiąc dla pięciu osób. Po czym firma wyjechała po półtora tygodnia, potem wrócili jeszcze na parę dni, a opłata za połowę noclegów przepadła. Musiałam opłacić noclegi, ponieważ nie miałam żadnego zaplecza, budynku na budowie.

Na etapie pozyskiwania słomy również doszło do niemiłego incydentu. Mianowicie słomę pozyskałam we własnym zakresie, osobiście nadzorowałam i prasowanie, i zwożenie tej słomy (do 23 wieczorem, ale udało się zdążyć przed deszczem). I jeszcze w trakcie prasowania wykonałam kontrolny telefon do wykonawcy, by potwierdzić liczbę kostek słomy. Pamiętałam z e-maili, że na dom miało być 250 kostek słomy, a wykonawca nagle zmienił zdanie i zażądał 500 kostek słomy. Na moje zdziwienie znalazł wytłumaczenie, że słomę bardzo mocno się kompresuje i zadziwiająco dużo jej ubywa. Po słomowaniu prawie połowa kostek została. Wtedy wykonawca zaproponował, że je sobie weźmie. Ot tak, skoro zostały, nie odkupi, tylko weźmie. Nie zgodziłam się, ponieważ planowałam wykorzystać tę słomę do ogrodu. Od tego czasu relacje z wykonawcą się bardzo ochłodziły. Wykonawca budował w tym samym czasie drugi dom, a ja miałam nieświadomie pozyskać słomę na dwa domy.

Podobnie było z elementami metalowymi do konstrukcji. Wykonawca zamówił na mój adres całą paletę różnych elementów budowlanych, za które ja zapłaciłam, a potem się okazało, że niemal pół palety zostało niewykorzystane w moim domu.

Wiele rzeczy poszło nie tak. Na przykład często bywałam na budowie, co się zdecydowanie nie podobało wykonawcy, bo wyobrażał sobie, że zostawię budowę we władanie wykonawcy i moja rola miała się sprowadzać wyłącznie do płacenia. Co notabene robiłam – wszelkie rachunki były terminowo pokrywane. Gdy przyjechałam pewnego dnia na budowę, zastałam górę piasku w bramie i zrujnowany cały podjazd. Droga gminna, którą dopiero co wyremontowano i na której położono nowy asfalt, została uszkodzona przy moim wjeździe. Okazało się, że wykonawca zamówił wielką wywrotkę piasku, nie informując mnie o tym. Co gorsze, wykonawcy NIE BYŁO podczas dostawy tego piasku. I co jeszcze gorsze, przywieziono nie ten piasek co trzeba. Piasku wykonawca nie uprzątnął, a ponadto góra została rozjeżdżona samochodami wykonawcy i nową dostawą materiału.

Ale to nie był największy problem na budowie Twojego domu?

Wykonawca w trakcie słomowania wymyślił montowanie płyt na słomę: OSB od środka i Steico na zewnątrz. Nie chciałam się na te płyty zgodzić, bo przecież to miał być dom naturalny. Ponadto wykonawca na wprowadzenie zmian nie miał zgody architekta.

Wtedy, w trakcie słomowania, wykonawca postawił ultimatum, że albo się zgadzam na płyty, albo on się zbiera z budowy. W trakcie słomowania! Chodziło o czas, bo słomę się tynkuje natychmiast, a wykonawca właśnie rozpoczął trzecią budowę w tym samym czasie, w SIERPNIU, od fundamentów, no i na moją budowę nie starczało czasu. W przypadku zastosowania płyt na słomę wykonawca nie musiał tynkować od razu i mógł porzucić moją budowę i wrócić po miesiącu, znowu na chwilę. Słomowanie było w sierpniu, a montowanie płyt we wrześniu. Przez cały czas od słomowania do montowania płyt nie mogłam spać ze stresu, czy mi słoma nie zamoknie. Wykonawca wrócił po miesiącu i przystąpił do montowania płyt w bardzo, ale to bardzo niesprzyjającej, mokrej pogodzie. Bo o ile lato było upalne, o tyle jesień – bardzo mokra. Padał nieustający deszcz.

W tym nieustającym deszczu, ponieważ tynkować płyt Steico na zewnątrz się nie dało, a że wykonawca właśnie był na mojej budowie (pozostałe dwie budowy czekały na lepszą pogodę), zdecydował o stawianiu ścian wewnętrznych z gliny lekkiej w szalunku. Sprzeciwiałam się temu, domagając się, żeby ściany wewnętrzne zostały postawione na wiosnę, żeby mogły wyschnąć. Ale nie, wykonawca zdeklarował, że on bierze cała odpowiedzialność za ściany wewnętrzne, że wyschną i nie będzie problemu. Ściany zostały postawione. Po czym wykonawca nie zostawił mi sprzętu do osuszania tych ścian, z wyjątkiem jednego malutkiego piecyka i jednej malutkiej dmuchawy na cały dom. Z instrukcją, żeby pożyczyć osuszacz po miesiącu. Osuszacz pożyczałam dwukrotnie. Oczywiście zapłaciłam za to dodatkowo. Nie pomogło. Ściany wewnętrzne zapleśniały całkowicie, a słowa wykonawcy o odpowiedzialności okazały się nieprawdą.

gnijąca ściana z gliny lekkiej

Kolejny problem z tynkami zewnętrznymi. Były kładzione na płyty Steico za późno, przy czym wykonawca niefrasobliwie położył warstwy nie tylko niezgodne z projektem budowlanym, lecz także niezalecane przez producenta Steico. Mianowicie zastosował zaprawę klejową przeznaczoną do styropianu, bardzo grubo kładzioną trzema warstwami, łącznie ok. 1 cm, i tynk wapienno-cementowy swojego wynalazku, ze swoimi, nieznanymi proporcjami zawartości cementu – też o grubości ok. 1 cm. To wszystko zostało pokryte cienką, liczącą ok. 1–2 mm warstwą tynku silikonowego. Roboty były przeprowadzone za późno, w listopadzie 2017. Poprzednie warstwy jeszcze nie zdążyły powysychać, a już były kładzione następne. W odpowiedzi na moje protesty wykonawca udzielił gwarancji, której później nie zrealizował. Już w zimie – w grudniu 2017, styczniu 2018 – tynki popękały. A wykonawca po wysłaniu zdjęć z popękanymi i oszronionymi tynkami w zimie, oświadczył, że kończy współpracę. Co więcej, cała elewacja była wykonana bardzo niestarannie z licznymi niedociągnięciami.

Od wczesnej wiosny wykonawca obiecywał, że przyjedzie, ale ciągle mnie zwodził i ciągle odwoływał przyjazd. Kiedy wreszcie się raczył pojawić, z jego udziałem i w obecności kierownika budowy został spisany protokół usterek, wielu usterek. Wykonawca zobowiązał się ustosunkować do protokołu usterek. Przy podpisywaniu tego protokołu jeszcze nie wiedziałam, że mam zgniłą ścianę.

Największą katastrofę wykonawca spowodował poprzez niewłaściwe zamontowanie parapetów zewnętrznych. Zostały założone bez prawidłowych spadków na zewnątrz i bez boczków odprowadzających wodę. Wykonawca nawet nie wiedział w rozmowie z kierownikiem budowy, że takie boczki istnieją!

źle zamontowane parapety i odchodzący tynk

W konsekwencji źle zamontowanych parapetów jesienią 2017 woda wlewała się do środka ściany, powodując gnicie słomy. Odkryłam to w czerwcu następnego roku, ponieważ smród stęchlizny wydobywał się ze szpar pomiędzy płytami OSB. Zdecydowałam o zdemontowaniu jednej z nich – pod parapetem okna i buchnęło stęchlizną. Wiedziałam, że jest bardzo źle. W ciągu kilku dni udało mi się pożyczyć wilgotnościomierz do słomy. Zrobiliśmy pomiary, wilgotność słomy wynosiła ponad 60%. Wezwałam kierownika budowy i wykonawcę na komisyjne pomiary słomy w czerwcu 2018. Poprosiłam o pomoc Ogólnopolskie Stowarzyszenie Budownictwa Naturalnego, mianowicie o udział w pomiarach wilgotności słomy. Prezes OSBN tej pomocy odmówił, argumentując tym, że wykonawca to kolega. Poprosiłam także o pomoc Cohabitat. Usłyszałam, że to nie problem Cohabitatu, bo wykonawca należy do OSBN, i żebym to sobie z nimi wyjaśniała.

Protokół z pomiarów wilgotności słomy wykonawca podpisał w czerwcu 2018 roku i do 4 lipca 2018 zobowiązał się do usunięcia zgniłej słomy. Owszem 4 lipca wykonawca przyjechał, wyszarpał byle jak płyty OSB i je zniszczył, bo nie były przykręcane wkrętami tylko przybijane gwoździami, i usunął słomę. Zgniła słoma nie była najgorsza. Zgniła była CAŁA ŚCIANA: konstrukcja drewniana, płyty Steico montowane na zewnątrz słomy, konstrukcja, do której przymocowane było okno – wszystko było zgniłe.

Po wyrwaniu płyt OSB i usunięciu słomy wykonawca NIE przystąpił do działań naprawczych, pomimo podpisanych protokołów, zobowiązań gwarancji, rękojmi itd. – pomimo dodatkowego, sporządzonego przez prawnika wezwania do naprawy usterek. Co więcej, po upływie kilku miesięcy, bo w październiku 2018 roku, wystosował do mnie ugodę, w której zaproponował, że niczego naprawiał nie będzie, a jedynie zwróci mi zaliczkę za prace, których nie wykonał, tj. tynki wewnętrzne. Tym samym wykonawca zostawił mnie ze zgniłą ścianą na zimę, w którą nadal wlewała się woda poprzez niewłaściwie zamontowane parapety zewnętrzne.

gnijąca płyta steico

Wspomniałaś, że kontaktowałaś się w sprawie błędów z OSBN. Czy organizacja ta dążyła jakoś do rozwiązania sprawy?

W najtragiczniejszym dla mnie okresie, w czerwcu 2018, kiedy właśnie się dowiedziałam, że mam zgniłą ścianę, OSBN kategorycznie odmówił mi pomocy, nawet w tak drobnej sprawie, jak udział w pomiarach wilgotności słomy. Wtedy dotarło do mnie, że tu chodzi tylko o interesy wykonawców – członków OSBN. Bo prezes OSBN argumentował odmowę pomocy tym, że wykonawca to kolega, i nie zrobi nic, co mogłoby być potencjalnie sprzeczne z interesem wykonawcy. Na początku lipca 2018 do OSBN i Cohabitatu wysłałam zdjęcia ze zgniłymi ścianami, po usunięciu słomy, prosząc ponownie o pomoc i kolejny raz zostałam zignorowana.

Po tym, jak wykonawca wystosował ugodę, że niczego naprawiać nie będzie, w październiku 2018 roku, na moim blogu i profilu na Facebooku, opublikowałam zdjęcia zgniłych ścian, z informacją, że wykonawca to profesjonalna firma budownictwa naturalnego należąca do OSBN. Nie było żadnej reakcji z ich strony. OSBN uparcie od czerwca 2018 roku udawał, że problem nie istnieje. W styczniu 2019 zwróciłam się o pomoc merytoryczną do angielskojęzycznej grupy Talking Natural Homes z pytaniem: jak ratować dom, co robić ze ścianami? Admin tej grupy imiennie wezwał prezesa OSBN do odpowiedzi i udzielenia mi pomocy. Prezes odpowiedział adminowi, że mój przypadek „będzie lekcją dla wszystkich” i nawet się nie zająknął o jakiekolwiek pomocy. Natomiast do mnie zarząd wystosował pismo „o zaprzestanie tworzenia publicznie fałszywego obrazu zobowiązań Stowarzyszenia oraz pisania nieprawdy co do podjętych do tej pory przez OSBN działań”. Zgodnie z prawdą publicznie napisałam, że OSBN odmówił mi pomocy.

W intensywnej wymianie korespondencji ponownie poprosiłam o pomoc OSBN. Mianowicie poprosiłam o badania i analizę cieplno-wilgotnościową, które dałyby mi odpowiedź na pytanie, co robić ze ścianami zewnętrznymi. Na to po około miesiącu otrzymałam odpowiedź ze strony stowarzyszenia: „nie wykonujemy i nie finansujemy badań i/lub ekspertyz indywidualnych. Przeprowadzenie postulowanych badań będzie wymagało bezpośredniego zatrudnienia przez Panią odpowiednich ekspertów/biegłych”.

A zaproponowali „wsparcie z zakresu naszych kompetencji, na poziomie poszukiwania polubownych rozwiązań zaistniałej sytuacji pomiędzy Panią a członkiem naszego Stowarzyszenia”.

Nie doszło do żadnego spotkania, mediacji? Czy OSBN próbowało wpłynąć na wykonawcę, by dokonał napraw?

Nigdy nie doszło do żadnego spotkania. Wprawdzie w dyskusji na początku stycznia 2019 na grupie Talking Natural Homes jeden z członków OSBN zaproponował, żebym przyjechała na spotkanie stowarzyszenia 24 stycznia 2019, ale nigdy Zarząd OSBN nie zaprosił mnie na to spotkanie. I tak nie mogłabym na nie przyjechać, bo wtedy miałam wyjazd służbowy, o czym od razu poinformowałam wspomnianego członka organizacji.

Natomiast inny z członków stowarzyszenia, po dyskusji, jaka się wywiązała na grupie Domy z piasku, gliny, słomy na temat roli OSBN, zaproponował prywatnie, a nie w imieniu OSBN, że spróbuje mi pomóc, co było bardzo miłe i szlachetne z jego strony. Bardzo się wtedy ucieszyłam, zaprosiłam tego budowniczego na moją budowę, zaproponowałam termin itd. Jednak nie przyjechał na budowę, tłumacząc to kłopotami z samochodem.

A wkrótce potem zadzwoniła do mnie pani prawnik, reprezentująca mnie w sporze z wykonawcą, z informacją i zaleceniem, żebym się wstrzymała z wszelkimi publikacjami, ponieważ Zarząd i inni członkowie OSBN bardzo nalegają, a wręcz nawet żądają od prawników wykonawcy natychmiastowego wytoczenia mi procesu o zniesławienie OSBN.

Po zebraniu OSBN w styczniu 2019 dostałam kolejne pismo informujące, że „omówiliśmy Pani sprawę w szerokim gronie członków i członkiń stowarzyszenia”. Zapytano mnie, czy znalazłabym czas na spotkanie. Znalazłam, zaproponowałam kilka terminów i po raz kolejny poprosiłam o ustosunkowanie się do mojej prośby o pomoc merytoryczną, m.in. o wykonanie pomiarów wilgotności i analizy cieplno-wilgotnościowej. Dopiero po upływie wszystkich zaproponowanych przeze mnie terminów spotkania Zarząd OSBN wysłał mi pismo z informacją: „nie wykonujemy i nie finansujemy badań i/lub ekspertyz”.

Nic mi nie wiadomo, żeby stowarzyszenie w jakikolwiek sposób próbowało wpłynąć na wykonawcę. Natomiast Zarząd OSBN odmówił wykluczenia nierzetelnego wykonawcy ze stowarzyszenia, a jako uzasadnienie podał: „nie mamy informacji potwierdzających, że naruszył on zapisy Statutu naszej organizacji”.

Czy budując jeszcze raz, zdecydowałbyś się na strawbale?

NIE. Moim zdaniem budowanie ze słomy czy z bloczków słomiano-glinianych, czy z gliny lekkiej w szalunku ma tylko wtedy sens, jeżeli się buduje samemu i jeżeli się dokładnie wie, co się robi, i ma się doświadczenie budowlane. Udział w warsztatach nie wystarczy. Na profesjonalizm wykonawców należących do OSBN, ani wywodzących się z Cohabitatu, nie liczyłabym. Ja nie miałam ani umiejętności, ani możliwości, żeby budować samej.

Z pokorą muszę przyznać, że rację mieli wszyscy ci, którzy budowanie ze słomy mi odradzali.

 

Kasia – Czarna Bezka – o swoim marzeniu budowy domu ze słomy pisze na blogu https://podbzami.blogspot.com/. Wszystkie zdjęcia zamieszczone w wywiadzie pochodzą właśnie stamtąd.

 

Spojrzenie z drugiej strony

Aby uzyskać pełen obraz sytuacji, chcieliśmy wysłuchać również drugiej strony. Wykonawca jeszcze jesienią 2018 roku stanowczo odmówił jakiegokolwiek komentowania sprawy. OSBN nie wyraziło zaś chęci odpowiedzi na kilka pytań, otrzymaliśmy jedynie informację, że przygotowywane jest oficjalne oświadczenie w tej sprawie.

Aktualizacja z 21 marca 2019: Zarząd Ogólnopolskiego Stowarzyszenie Budownictwa Naturalnego wydał oficjalne oświadczenie w sprawie rzeczonego konfliktu inwestorki z członkiem organizacji. Znajdziecie je m.in. pod powyższym linkiem. Zadaliśmy również OSBN kilka dodatkowych pytań. Odpowiedzi opublikujemy, gdy tylko je dostaniemy.

Komentarz Siedmiu wierzb

Tu pozwolimy sobie jeszcze na komentarz z perspektywy osób, które same budują naturalnie swój dom i którym od początku zależy na szerzeniu tej idei.

Zaistniała sytuacja nie służy promocji naturalnego budownictwa. W interesie stowarzyszenia powinno być jak najszybsze wyjaśnienie sprawy. Pozostawienie inwestorki przez tyle miesięcy samej sobie z gnijącą ścianą, nawet bez podjęcia prób wyjaśnienia, jak do tego doszło, jest karygodne. Tłumaczenia, że „stowarzyszenie nie ponosi odpowiedzialności za działania (…) zawodowe swoich członków” jest niedopuszczalne w kontekście tego, że OSBN przedstawia się jako profesjonalne stowarzyszenie – jakby nie było, branżowe – i rekomenduje potencjalnym inwestorom swoich członków jako wykonawców.

Zarówno zachowanie wykonawcy, jak i reakcja OSBN (tak jak się obecnie rysują) na zaistniałą sytuację stawiają stowarzyszenie w złym świetle. Naszym zdaniem to działania na szkodę nie tylko samej organizacji, lecz także, niestety, całego naturalnego budownictwa.

Jednocześnie chcielibyśmy podziękować p. Kasi za wielokrotne nagłaśnianie sprawy w mediach społecznościowych. Uważamy, że o błędach na budowie należy mówić, a nie zamiatać pod dywan. Każdemu może zdarzyć się błąd, jesteśmy tylko ludźmi. Jednak błędy trzeba naprawiać, a sprawy wyjaśniać – tak by kolejni naturalni budowniczowie wyciągnęli wnioski, czegoś się nauczyli i budowali lepiej. Chowanie głowy w piasek, bo budujący to kolega, a „partacze też bywają fajnymi ludźmi” (cytat z dyskusji na grupie Domy z piasku, gliny słomy), jest nie do zaakceptowania. Organizacjom, które chcą być postrzegane jako profesjonalne, to po prostu nie przystoi.

Oznacz Trwały odnośnik.

9 komentarzy

  1. wykonawcę do sądu i nie odpuszczać!! rzeczoznawca w ruch, wycena strat i nie poddawać się. umowa mam nadzieję jakaś była, słowna umowa to też umowa, ale skoro koleś był polecany przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Budownictwa Naturalnego to myślę że miał swoją działalność i uczciwie podpisał umowę na to co miał zrobić a z czego się nie wywiązał. stowarzyszenie samo sobie szkodzi kryjąc taką czarną owcę i nie podejmując działań, zła opinia szybko się niesie

  2. Rowniez uwazam, ze nie nalezy partaczowi odpuszczac! Tylko, ze poki co Bezka jest sama z tym problemem. Mysle, ze przydalaby jej sie grupa wsparcia, rownie solidna co grupa popierajaca partacza….bo tak naprawde to co sie stalo nie jest pojedynczym wybrykiem….nie jest to tez nieswiadome dzialanie, jak udowadnia Bezka tylko celowe zlodziejstwo, chciwosc i brak fachowosci wykonawcy a kumpla stowarzyszenia…Mam nadzieje, ze Bezka nie odpusci i wygra przed sadem solidne odszkodowanie, ktore zrujnuje zarowno wykonawce jak i samo stowarzyszenie. Dla nauki ew.kolejnych chetnych kombinatorow.

    • Urszula Drabinska

      Ciężko rozstrzygać, czy działania było nieświadome, czy celowe… Ale ciekawe jest, że po tej sprawie w komentarzach i forach coraz odważniej rozlegają się głosy, że to nie pojedynczy wybryk. Wcześniej inni odpuszczali, nie nagłaśniali, skala problemu była mniejsza?

      • Zamówienie 500 bloczków słomy podczas gdy użyto połowy to nie przypadek. Brak wsparcia OSBN w sytuacji tak bardzo jednoznacznej, też nie wygląda na przypadkowe. Tłumaczenie braku interwencji koleżeństwem z wykonawcą tylko ich pogrąża. Niestety to wszystko wygląda na działanie obliczone na bezwzględny zysk. Oczywiście, że wykonawca nie planował, że zbuduje dom z zapleśniała ścianą. Niestety jego działania pokazują, że świadomie nie podejmował żadnych kroków ratunkowych. Ciężko tu mówić o działaniu nieświadomym.

        • Urszula Drabinska

          Zgadzam się, że jakieś kroki należało podjąć; zgadzam się, że powinna być jakaś reakcja stowarzyszenia – zdecydowanej zapewne świadomie nie było.

          Nieświadomość działań w mojej wypowiedzi tyczyła się samej budowy – w odpowiedzi na „nie jest to tez nieswiadome dzialanie, (…) tylko celowe zlodziejstwo, chciwosc i brak fachowosci”. A może wykonawca nie wiedział, że robi coś źle? (Co, swoją drogą, fatalnie świadczyłoby o jego wiedzy i fachowości…)

          I nie zakładam też wspomnianego „celowego złodziejstwa i chciwości”. Trudno mi w nie uwierzyć, może jestem naiwna. Właśnie o tych dwóch aspektach – nieświadomych błędach wykonawcy i jego celowym działaniu na szkodę inwestora – ciężko rozstrzygać. Nie wiem, czy świadomie popełnił błędy, i nie wiem, czy celowo wyszła mu inna ilość materiałów…

          W ocenie tego, co po tych błędach powinno nastąpić, chyba się nie różnimy.

  3. Przykre. Współczuję. Sam buduję sobie taki budynek i wiem co to znaczy kiedy ktoś coś spieprzy – właśnie walczę ze stolarzem, który mi zrobił okna… i ze sobą bo wielu rzeczy nie wiem, a sam buduję ten domek.
    Oddałbym sprawę do sądu (ja wygrałem na etapie projektu z p. Barbarą Wojtkowskaą-Guicherit “Ekocentrycy” z Krakowa – termin oddania projektu przesunął się o pół roku, nie był skończony, a jego cena wzrosła o prawie 100%). Skończyło się zwrotem wszystkich poniesionych przeze mnie kosztów i komornikiem… Niestety. Projekt leży w szafie i nie nadaje się do wykorzystania.
    U mnie na Kaszubach jest firma, która buduje tradycyjnie i ze słomy/gliny. Budynki można obejrzeć itd.
    Pozdrawiam 😉
    Powodzenia.

  4. Jarosław Dubiel

    Podobna chistoria zdarzyła się w Mieściskach pod Poznaniem Włascicielka zgniłego domu Ania Walkowiak zwróciła się o pomoc do mnie kiedy było już za pózno ,bo betonowy tynk spowodował natychmiastową zgniliznę .Wykonawca słynny biopartacz i szantażysta Świderski oczywiscie szkód nie naprawił. Swoją drogą ciekawe ,że mało kto pomyśli by zwrócić się do mnie o konsultacje i nadzór przy budowie , a potem płaczą i proszą o pomoc gdy już jest za póżno. Te słomiane domy ,które w Polsce oglądałem ,wszystki mają usterki. Ciekawe jak wielu partaczy pasie się na ludzkiej głupocie .

    • Panie Jarku obserwuje te domy od dawna i jest ich w ciul. Tylko zadajmy sobie pytanie, czy one są takie super ?

      Pod względem ceny do jakości ?

      Kosztów ogrzewania ?

      Przenikaniu wilgoci przez przegrodę ?

      Jaki opór dyfuzyjny ma dana przegroda ?

      Super tynku wapiennego na zewnątrz ?

      Przestańmy się oszukiwać.

    • przyszla inwestorka

      moze i zglaszaliby sie ludzie do Pana ale jak? jakis namiar? email? telefon? strona internetowa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.