Jak ratować stare drzewa? Historia dwóch wierzb

Większość ludzi starodrzew po prostu wycina. A trzeba inaczej, gdy tylko się da, bo naprawdę warto ratować stare drzewa. Pokazujemy kilka sposobów.

Jak wielu z Was już świetnie wie, nazwa Siedem wierzb nie wzięła się znikąd. Wzdłuż ubitej drogi, którą niegdyś wyprowadzono na pastwiska krowy, ktoś wsadził kilka patyków. Los chciał, że były to wierzbowe witki, i wyrosły z nich drzewa. Dziś mają co najmniej 40 lat. Ile dokładnie? Nikt nie wie.

Gdy dostaliśmy działkę, obwody pni wskazywały, że mogą liczyć sobie więcej. Co kilka lat były głowione. Sąsiedzi zakładali, że wierzby szybko wytniemy. My jednak nie tylko nie chcieliśmy ich wycinać, lecz także zdecydowaliśmy się ich dalej nie głowić i dać im po prostu żyć.

Skąd taka decyzja i dlaczego głowienie ogólnie jest złe, w innym artykule. Na zdjęciu pokazujemy jeden z argumentów przeciw głowieniu. To nie prawda, że raz ogłowione wierzby muszą być już zawsze głowione. Takie drzewa mogą jeszcze normalnie rosnąć, trzeba tylko dać im szansę.

dawno głowiona mazowiecka wierzba
Mazowiecka wierzba, dawniej głowiona, później pozostawiona sama sobie radzi sobie całkiem dobrze

Stan zastany siedmiu wierzb

Rosnące u nas (jeszcze wtedy nie nasze) wierzby po raz ostatni ogłowione zostały w 2013 czy 2014 roku. W pierwszym roku radziły sobie bardzo marnie. To stare drzewa. Całkowite pozbawienie ich możliwości wytwarzania pokarmu i zdobywania energii wymagało od nich nie lada mobilizacji. Było spore ryzyko, że już nie odrodzą. Bolało mnie wtedy serce.

Jakoś dały rady, jednak po kilku latach wciąż boleśnie odczuwają tamtą ingerencję. Coraz gorzej radzą sobie ze zmieniającymi się powoli wskutek zmian klimatu warunkami wodnymi (dwa suche lata z rzędu!). Niektóre zaczynają tracić liście już na początku sierpnia, są coraz podatniejsze na choroby.

Tak naprawdę chyba to, do czego doszło jesienią 2018, prędzej czy później musiało się stać. Podczas jednej z wichur odłamywać się zaczęła jedna z głównych gałęzi naszej wierzby. W nakręconym wtedy filmiku, zamieszczonym na Facebooku, skrzypienie zagłuszone zostało przez muzykę.

https://www.facebook.com/siedemwierzb/videos/114482042789849/

Oprócz skrzypienia usłyszeliśmy wtedy jeszcze coś – że prawdopodobnie nic się nie da zrobić, że drzewo niestety trzeba ściąć. Ponieważ nie znosimy takich stwierdzeń i nie lubimy też, gdy sądy wyrzeka się bez dobrego zaznajomienia się ze sprawą, wierzbę postanowiliśmy zabezpieczyć i poczekać do wiosny. Niech sama nam powie, czy nie da już rady. Czy odłamująca się część nie żyje, czy może śmierć obejmie niedługo całe drzewo?

Pomoc dla naszych wierzb – spinające pasy

Zanim przystąpiliśmy do działania, uważnie przyjrzeliśmy się drzewu i przeanalizowaliśmy sytuację. Przy okazji wyszło na jaw, że wsparcia potrzebuje jeszcze jedna, najmłodsza – sądząc po obwodzie pnia – wierzba. Aby jesienne i zimowe wiatry dalej nie naruszały pni, najsensowniejszym rozwiązaniem wydało się spięcie koron pasami.

Ponieważ potrzebna była szybka interwencja, wykorzystaliśmy takie pasy, jakie mieliśmy pod ręką – pomarańczowe, dostępne na stacji benzynowej pasy transportowe (mocujące). Od początku jednak było jasne, że wierzby będą musiały być spięte na stałe, więc pasy nie mogą zbytnio rzucać się w oczy. Naturalnym wyborem koloru docelowej materiałowej obejmy był zatem czarny.

pasy - jeden ze sposobów, jak ratować stare drzewa
Pasy spinają korony drzew, nie rzucając się w oczy

W przypadku jednej wierzby do dwukrotnego objęcia wykorzystaliśmy jeden 10-metrowy pas o szerokości 5 cm, drugiej – dwa 3-metrowe, o szerokości 2,5 cm. Dwa pasy okazały się skuteczniejsze. Mamy dwa zapięcia, które lepiej trzymają. Nie trzeba ich poprawiać tak często. A jeśli już materiałowa obejma się poluzowała i trzeba ją zacisnąć mocniej, to jest to łatwiejsze – gdy jeden pas nadal trzyma, to drugi możemy naciągnąć.

I tak jesienią 2018 roku spięliśmy korony obu wierzb, i… to wystarczyło. Pasy, co prawda, trzeba było po silniejszych wiatrach kontrolować i dwa czy trzy razy poprawić, ale radości nie było końca, gdy wiosną wierzby zazieleniła się w całej okazałości.

Zastosowanie pasów to najprostsze, najtańsze i najmniej inwazyjne rozwiązanie. Czasem jednak potrzebne są również inne działania.

Jak jeszcze można ratować stare drzewa?

Poniżej wymieniamy kilka innych sposobów, jak ratować drzewa, a najbardziej zainteresowanym polecamy książkę Zbigniewa Chachulskiego Pielęgnowanie i leczenie drzew starszych oraz rozdział Ochrona drzew w mieście a postrzegane zagrożenie bezpieczeństwa Edyty Rosłon-Szeryńskiej z publikacji Fundacji Sendzimira z 2013 roku Przyroda w mieście. Rozwiązania.

Wiązania elastyczne

Jest to jeden ze sposobów na ratowanie konarów odchodzących zbyt mocno od pionu i grożących wyłamaniem. Do gałęzi, która jest w niebezpieczeństwie, montuje się opaskę. Drugą, identyczną zaczepia się o główny pień bądź inny konar, odchylający się w drugą stronę. Obie opaski powinny być położone powyżej środka ciężkości. Spina się je ze sobą stalową liną z amortyzatorem po środku.

Wiązania mogą być proste (między dwoma konarami) bądź wielokrotne (skomplikowana sieć łącząca wiele konarów).

Odciągi

Jak pisze Chachulski, to modyfikacja wiązania linowego. Rozwiązanie stosowane wtedy, gdy całe drzewo jest odchylone od pionu i istnieje ryzyko jakiegoś wyłamania. Lepiej niż odciąg jednoliniowy sprawdza się taki z wykorzystaniem dwóch lin.

Kąt rozwarcia między linami, gdy patrzymy na całą instalację z góry, powinien wynosić więcej niż 45°, ale mniej niż 90°. Kąt nachylenia lin względem podłoża musi być mniejszy niż 45°. Średnicę liny stalowej należy dostosować do średnicy podwiązywanego konaru, a same liny dobrze zakotwiczyć w ziemi.

Podpory

Rosnący zbyt poziomo konar zmienia układ sił. Gdy zrobi się za ciężki, może zacząć się wyłamywać i poważnie naruszyć drzewo. Podporę mocuje się powyżej środka ciężkości podpieranej gałęzi, a kąt pomiędzy tymi dwoma elementami powinien być prosty. Dopuszczalny odchył wynosi 10°, czyli nie powinniśmy montować podpory pod kątem mniejszym niż 80° ani większym niż 100°.

Ponieważ po pierwszym rozłamaniu korony jedna z gałęzi mocno się położyła, prawdopodobnie wkrótce taką jej podpórkę zamontujemy.

Wiązania sztywne

Stosuje się je w przypadku dużych, otwartych ubytków w pniu, na przykład rynnowych. Zamontowanie wiązań sztywnych to spora ingerencja w drzewo, dlatego niezwykle starannie należy miejsca wiązania oraz średnicę śrub i zastosować odpowiednie podkładki. Wiązania sztywne i wiązania elastyczne przelotowe, również z wykorzystaniem śrub, polecamy zostawić drzewnym specjalistom – dendrologom i arborystom.

Trzeba jednak mieć w pamięci, że mogą oni chcieć pójść po linii najmniejszego oporu i namawiać do wycięcia drzewa, bo tak będzie najprościej, najszybciej, najtaniej. Aczkolwiek warto upierać się przy ratowaniu starszego drzewa. Często naprawdę nie stanowi to wielkich kosztów, a ponadto daje ogromną satysfakcję.

Wyżej wspomnieliśmy zaledwie wzmocnienia mechaniczne pni i konarów. Po dokładne opisy tych sposobów oraz więcej technik wspierania starych drzew odsyłamy do wymienionych wcześniej publikacji. Pamiętajcie, że w przypadku dużych drzew bądź skomplikowanych wiązań zawsze warto poprosić o pomoc osobę, która się na tym zna.

mazowiecka głowiona wierzba
Ta stara wierzba zdecydowanie warta jest ratowania

Po co tak w ogóle ratować stare drzewa?

Wierzby nie są specjalnie cenione. Powszechnie traktuje się jak takie trochę śmieciowe drzewa, które można ciąć, bo i tak odrosną. Dlaczego więc tak o nie dbamy?

Kiedyś podobnie liche wydawały się lipy – przymiotnik ‘lipny’ właśnie z tego przekonania o słabości drzewa i jego drewna się wziął. Cięto je tak skutecznie, że dziś w lesie lipy już raczej nie uświadczymy. Wymarły leśne pszczoły, którym odebrano ważne źródło pożywienia, załamało się bartnictwo…

Żadne drzewo nie powinno być klasyfikowane jako słabe czy do wycięcia tylko dlatego, że nam, ludziom, tak się podoba. Wierzby, lipy, jesiony są potrzebne innym stworzeniom. A często także i nam samym, choćbyśmy nawet nie zdawali sobie z tego sprawy.

Ważna rola starodrzewu

Drzewa są nam niezbędne. Magazynują węgiel i dają tlen. Ponadto zatrzymują w gruncie wodę opadową i raczą nas przyjemnym cieniem – co podczas susz i upałów, których będzie coraz więcej – jest nie do przecenienia. Najlepiej to wszystko robią właśnie stare, duże drzewa. Konkretne liczby i dane na ten temat znajdziecie w naszych notatkach z wykładu Co nam dają drzewa? dr. hab. Jacka Borowskiego z warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Sadzenie drzew nie jest odpowiedzią na kryzys klimatyczny. Młode drzewa nie są tak efektywne jak stare okazy. Żeby zaczęły być tak sprawne, musielibyśmy zaczekać co najmniej kilkadziesiąt lat. Ponadto trzeba by obsadzić miliony hektarów, co raczej nie jest możliwe. Odpowiednio wielkie areały mogą zapewnić jedynie niektóre kraje, na przykład Brazylia. Tam jednak o odstawieniu interesów wielkiego biznesu i dbaniu o naturę można na razie tylko pomarzyć.

Wniosek jest jeden: sadzić owszem, bo to też się przyda, ale przede wszystkim trzeba chronić i ratować stare drzewa. To one już teraz, w odróżnieniu od kilkuletnich sadzonek, pobierają ogromne ilości CO2, produkują tlen i zatrzymują do 4,5 kg zanieczyszczeń rocznie (w tym 1,8 kg ozonu i 1,35 kg pyłów) – jak podaje wspomniany już dr hab. Jacek Borowski.

Zatem dbamy o te nasze starowinki. Nie mamy złudzeń, że pożyją bardzo długo, dlatego nasadziliśmy tak plenione niegdyś z lasów lipy, przesadziliśmy dęby z mało przyjaznych stanowisk i planujemy przeniesienie kilku topoli białych z miejsc, gdzie nie mogą rosnąć (w miejscu przyszłej przydomowej oczyszczalni ścieków oraz przy szklarni). Ale na razie wciąż zwiemy się Siedem wierzb. Oby jak najdłużej!

Wartościowy artykuł? Polub Siedem wierzb – dom ze słomy i gliny na Facebooku. Dzięki temu nie przegapisz następnych wpisów oraz ciekawostek, które publikujemy tylko tam.

Oznacz Trwały odnośnik.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *