Pszczelarstwo – początek przygody

W naszych myślach o swoim miejscu do życia przewija się temat samowystarczalności, a tam m.in. własne źródło energii, szklarnia, schron, chleb, koza i miód – więc i pszczoły.

Potrzebny jest co najmniej jeden rój, wolny ul, podkurzacz, kapelusz, miotełka i ostry nóż. Minimalistyczny plan, ale od tego właśnie mamy zamiar zacząć… Porywać się od razu na całą pasiekę nie mamy zamiaru – nie przy moim słomianym zapale 😉

Nasz rój przezimował u pana Tomasza, kierowcy z pobliskiej cegielni, który bohatersko uratował owady, gdy przypadkiem najechał na ukryty w ziemi ul, przywożąc glinę na budowę naszego domu. Jesteśmy umówieni na ich odbiór w połowie maja, czyli akurat w czas rójki. Być może odzyskamy nawet tę samą królową, która sprowadziła pszczoły nad Siedem wierzb… Reszta roju raczej ta sama nie będzie, bo te pracowite owady żyją dosyć krótko – pięć do sześciu tygodni (gdy nie pracują, na przykład zimą, ich życie wydłuża się nawet do pięciu miesięcy). Wychodzi na to, że zaczniemy swoją przygodę z pszczołami od królowej – nomadki, która co najmniej dwukrotnie opuszczała rodzime ule.

Drugi, po owadach, na naszej pszczelarskiej liście jest wolny ul; na razie nie mamy żadnego, ale już niedługo się to zmieni. I nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy zdecydowali się na typowy ul warszawski czy wielkopolski. Nasz pierwszy będzie wyglądał mniej więcej tak jak ten sfotografowany przez Terrie Schweitzer (tylko ładniej!):

naturalne pszczelarstwo to m.in. inny ul

Alternatywne pszczelarstwo? Czemu nie! 😉

Dwie lub trzy donice, od największej do najmniejszej, ułożone jedna na drugiej, każda dnem do góry. Dolna z dużymi dziurami, służącymi za wylotek, i z główną przestrzenią życiową królowej. Tam będzie składała jaja, a pszczoły będą magazynować pyłek i miód na przeżycie. To wszystko w klasycznym ulu znajduje się w środkowych czterech, pięciu ramkach.

W dnie (czyli na szczycie) dolnej komory będą wywiercone dziury o średnicy 4,3 mm – idealne dla robotnic, by mogły przedostać się wyżej i zanosić tam nadmiarowy miód, a za małe dla królowej, by mogła składać tam jaja.

Gdy cała konstrukcja już powstanie, a donice będą pachniały melisą, lawendą lub mniszkiem lekarskim, pozostanie tylko mieć nadzieję, że rój się zaaklimatyzuje, i czekać na pierwszy nadmiar miodu zbierany z górnej donicy. Trzeba ją będzie odkleić (pszczoły sobie wszystko uszczelniają woskiem) przy pomocy ostrego noża i wybrać miód niczym niedźwiadek… no, może trochę ostrożniej 😉

Pozostałe niezbędne utensylia to kapelusz z siatką chroniący przed zbyt ciekawskimi pszczołami, miotełka do zamiatania pszczół (można też ręką, jak kto odważny i delikatny) oraz podkurzacz. To taki mały miech, w którym tlą się suche drewienka (najlepiej wierzbowe). Nim odymia się owady, żeby je trochę zdezorientować i – mam nadzieję – uspokoić.

W planach jest jeszcze otynkowanie ula gliniano-słomianą masą, tak żeby zimą i latem pomóc pszczołom utrzymać w środku odpowiednią dla nich temperaturę… I żeby ule pięknie komponowały się z naszym domem ze słomy i gliny.

bezpośredni odnośnik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.