Kompostownik przy naturalnym domu – jak zrobić, co wrzucać?

Nie wyobrażam sobie bez niego domu. Kompostownik to świetny sposób na odpadki organiczne. Po co wywozić je na wysypisko?

Kompostownik mieliśmy od zawsze – mimo że zawsze mieszkałam w bloku lub kamienicy. Obierki, skorupki jajek, inne resztki pokarmowe odkładało się do specjalnego pudełeczka, później do torebki i wynosiło przynajmniej raz w tygodniu na nieodległą działkę. Tam leżały sobie spokojnie kilka miesięcy, rok lub dwa, aż zmieniały się w świetny nawóz.

Nie rozumiem trochę, dlaczego na śmietnikach przy dużych osiedlach nie ma choć jednego pojemnika na kompost. Marnujemy przez to naprawdę sporo dobrego. Ludzie boją się, że będzie śmierdzieć? Czy może tak trudno znaleźć firmę, która odbierałaby raz na jakiś czas odpadki organiczne?

W każdym razie wokół budynku jednorodzinnego zawsze znajdzie się trochę miejsca. Nie wyobrażamy sobie żadnego domu – nie tylko takiego naturalnego ze słomy i gliny – bez kompostownika gdzieś obok. A już tym bardziej takiego, którego mieszkańcy myślą o świecie, których ich otacza i środowisku. Nie musicie go kupować, możecie zrobić go sami – to naprawdę proste.

Jak zbudować kompostownik?

Miejsce wybrane na kompostownik powinno być zacienione, raczej suche. Nasz kompostownik jeszcze czeka na obsadzenie jakimś krzewem lub drzewkiem.

W książkach z lat 80. (poradnik Zakładamy działkę wydanym przez Agrotechnikę w 1985 roku oraz trzy lata wcześniejsza Działka – moje hobby Państwowego Wydawnictwa Rolniczego i Leśnego), w których szukałam czegoś o kompostowniku, wspomina się o odpowiednim przygotowaniu podłoża. Mowa jest o wysypaniu na wybranym obszarze podstawy z torfu, nawet do 20 cm. Jak tłumaczą w jednej z wymienionych publikacji, chodzi o to, by zapobiec wypłukiwaniu i spływaniu substancji odżywczych. Problem w tym, że torf ma pH ok. 3–4 i zakwasza glebę, a my już mamy dość kwaśną (czytaj dalej o wapnowaniu). Musielibyśmy zakupić odkwaszony (pH 5,2 – trochę lepiej, to lecz nadal odczyn kwaśny). Na razie tego nie zrobiliśmy, może nadrobimy to przy pierwszym przerzucaniu kompostu.

Wymiary kompostownika. Szerokość powinna wynosić 1–1,5 m (aby wygodnie móc potem wszystko przerzucać), wysokość – do 1 m (jak wyżej), długość – dowolna, zwykle do 2 m.

Pojemnik na odpadki organiczne może być zrobiony z desek, można też wznieść go z cegieł lub bloczków betonowych. Tutaj panuje pewna dowolność. Wykorzystajcie to, co macie pod ręką – co zalega Wam na podwórku, w ogródku, w garażu. Pamiętajcie tylko, by ścianek nie zabudowywać całkowicie. Powinny być ażurowe, tak by powietrze i woda miały dostęp do pryzmy.

Nasz kompostownik ma 1,3 m × 2,1 m × 0,8 m. Jest spory, ale też mamy obecnie niemało słomianych odpadów.

drewniany kompostownik, kompost, wychodek

Co wrzucać na kompost?

Zwiędłe odpady roślinne, roślinne odpady kuchenne, resztki warzyw, fusy po kawie i herbacie, skorupki jaj, liście, rozdrobnione gałęzie, chwasty (bez nasion), słoma, trawa, a nawet pióra ptaków – to wszystko możecie umieścić w kompostowniku. Uważać trzeba tylko z trawą. Gdy na raz wrzuci jej się zbyt dużo, może zacząć gnić, więc warto co 10 cm przesypywać ją innymi odpadkami.

Trochę problemów może sprawiać również sucha, zbita słoma, podobnie zresztą jak gałęzie. Te ostatnio czasem warto wpierw spalić, a do kompostu wsypać popiół. Przyśpieszymy tym samym trochę cały proces rozkładu.

Możliwe jest także kompostowanie zwykłego papieru. Jednak nie powinien on przy tym tworzyć nieprzepuszczalnej warstwy. Aby tego uniknąć, można na przykład go podrzeć. Tak samo można potraktować wytłoczki po jajkach.

Czego nie wrzucać?

Odpadków zwierzęcych (oprócz wspomnianych wyżej piór). Resztki mięsa, wędlin, kości nie powinny znaleźć się w kompoście. Jako powód podaje się zwykle to, że mogą one przyciągać dziko żyjące zwierzęta.

Zakazane są też skórki cytrusów, które przesiąknięte są chemicznymi środkami konserwującymi i obniżają aktywność mikroorganizmów w glebie. Ze względu na różne substancje w tuszach kolorowe czasopisma to także nie najlepszy pomysł. Niektórzy dodają do tego wszystkiego jeszcze tekturę.

Sporne wydaje się kompostowanie ludzkich i zwierzęcych odchodów. Jedni twierdzą, że należy tego unikać, gdyż można się czymś zarazić. Inni uważają, że wszystkie chorobotwórcze organizmy wymrą w kompoście.

Jednak w przypadku zajętego wychodka, panowie nie muszą wzbraniać się przed oddaniem odrobiny azotu prosto na pryzmę. Taka aktywacja kompostu jest nawet od czasu do czasu wskazana [dopisek MO].

Jak układać kompost i o niego dbać?

Podczas wrzucania odpadków warto co 10–20 cm przesypywać je ziemią próchniczą. Przyśpieszy to cały proces. Jednak ziemia to nie wszystko.

Warto pryzmę przesypywać również dolomitem lub dostępniejszym wapnem, zwłaszcza jeśli gleba jest zbyt kwaśna. To właśnie tak zwane wapnowanie. Można też poprosić wszystkich znajomych, by odkładali dla Was skorupki jaj – to też niezłe źródło wapnia. Zasuszają się i nie psują się, więc można je odkładać przez dłuższy czas. Gdy zajmują dużo miejsca, wystarczy je pokruszyć.

Gdy pryzma zostanie już usypana, całość przykrywamy ok. 10 cm ziemi. Jeśli na działce macie sucho, zróbcie na górze nieckowe zagłębienie, w którym zatrzymywać się będzie woda deszczowa. Nie zaszkodzi też kilka otworów wykonanych drągiem, dzięki którym wilgotne będzie też wnętrze stosu. Po dwóch, trzech tygodniach warto kompost przerzucić, by go napowietrzyć. Do tego przerobienia przydadzą się widły. Nie należy jednak tego powtarzać zbyt często, nie częściej niż co dwa miesiące.

W suchych okresach kompost trzeba rosić wodą. Jeśli go zasuszymy, nie będzie się przerabiał. Zbytnie przelanie też nie jest dobre. Może to być przyczyną gnicia i wydzielania brzydkiego zapachu. Wszystko da się jednak uratować – zbyt wilgotny kompost należy przerzucić i przełożyć niezadrukowanym papierem lub kartonikami po jajkach.

Przed zimą kompost należy okryć – liśćmi, łętami lub ziemią. Czasem dodatkowo, aby pryzma nie przemarzła, zaleca się jej podwyższenie do 1,5–1,8 m. Po jakimś czasie kompost teoretycznie nadaje się do użytku.

Czas jest tu kluczowy. Niektórzy piszą o sześciu miesiącach (stara, czterotomowa Encyklopedia PWN), niektórzy mówią o dwóch latach (rodzice na podstawie własnego doświadczenia). Gdyby u Was wszystko trwało dłużej, warto podzielić kompostownik na dwie części. W pierwszym roku wsypujemy wszystko do jednej połówki, przerzucamy raz na jakiś czas, przed zimą zabezpieczamy i zostawiamy. Wiosną zaczynamy wypełniać drugą połowę pojemnika i postępujemy z nią tak jak z pierwszą. I tak na zmianę.

Gotowy nawóz

Najpóźniej po dwóch latach kompost z pierwszej połówki powinien być gotowy. Po czym to poznać? Wszystko wygląda jak… ziemia. Masa ma jednolitą ciemną barwę i konsystencję. Brak jest nierozłożonych części.

Powstały w wyniku częściowego rozpadu tlenowego nawóz organiczny powinien być suchy i rozdrobniony. W tym celu warto zrobić sobie proste sito. Do drewnianej ramki gwoździkami przybijamy metalową siatkę o niezbyt dużych oczkach (na przykład 5 mm). Kompost przesiewamy, dzięki temu oddzielimy wszystkie większe, jeszcze nieprzerobione elementy. Trafią z powrotem do kompostownika.

Resztę nawozu wiosną lub jesienią rozwozimy wreszcie na grządki. Mieszamy go z ziemią grabiami. Na 10 m2 rozkładamy 20–40 kg.

Kompost jest lepszy niż obornik. Działa szybciej, bo jest lepiej przyswajalny przez rośliny. Można też stosować go częściej, ten drugi nawóz zaleca się tymczasem  jedynie raz na trzy lata.

bezpośredni odnośnik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.